Słońce powoli znikało, a na jego miejsce wchodził księżyc. Szłam spać, aby wreszcie się odprężyć. Nigdzie nie było Dorocas, ale... no może poszła gdzieś z Syriuszem. Nagle coś zapukało do szyby. Była to jedna ze szkolnych sów, a w dziobku miała kopertę. Jak najszybciej otworzyłam okno, a sówka wleciała, upuściła list na moje łóżko i wyleciała oknem. Zamknęłam je i jak najszybciej rzuciłam się w stronę koperty.
Mamy Twoją przyjaciółkę Dorocas. Jeśli chcesz ją z powrotem, przyjdź dziś o 22:00 nad jezioro. Czekamy.
Zachłysnęłam się powietrzem. Mają moją Dorocas?! Dlaczego życie się tak na mnie uwzięło. Na początku Katherina, potem mama.. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale nie mogłam pozwolić aby emocje miały nade mną przewagę. Musiałam być silna.
~~***~~
-Za 10 minut powinna tu być. -oznajmiłem reszcie, a tamta pokiwała głową, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Peter'a nie było -odrabiał szlaban (Huncwot sam ma szlaban? Dziwne). Remus czytał książkę, oparty o jakieś drzewo (,,Mówię Ci James, że masz czas się wycofać. Lily będzie wściekła!''). Zaś Łapa rozmawiał (a raczej flirtował) z Dorocas, która była dokładnie zapoznana z planem.
Minuty biegły bardzo szybko i nawet nie zauważyłem gdy była już dwudziesta druga. Zorientowałem się, gdy usłyszałem kroki.
Syriusz objął mocno Dorocas, wcześniej jednak nakładając pelerynę. Remus westchnął tylko teatralnie i również się przebrał. Ja, od dawna gotowy zaczaiłem się za jednym z drzew.
-Dorocas?? -usłyszałem jej przestraszony głos. Była już blisko.
-Lily!! Lil... -Dorocas świetnie udawała przerażoną zakładniczkę. Uniosłem kciuk w górę.
Usłyszałem jak Evans biegnie, a po chwili objąłem ją w pasie.
-Puszczaj! Pu.... -nie dokończyła, bo przerwałem jej pocałunkiem. Poczułem jak się rozluźnia, ale widocznie nadal zgrywała niedostępną.
-Puść. Mnie. Potter. -wycedziła, uważnie dobierając każde słowo. Łapa i Dor wybuchnęli śmiechem.
-Nie tak prędko Liluś. -szepnąłem jej do ucha, jednocześnie lekko podgryzając jej 'płatek' [od autorki: Nie wiedziałam jak to nazwać xD ].
-Nie nazywaj mnie Li... No nie! Dorocas, ty też?! -wykrzyknęła, cała czerwona na twarzy.
Dorocas zachichotała, aby zaraz spoważnieć.
-Dałabyś mu szanse Lily. Chociaż jedną. -zaskomlała słodko. Gdybym ja był dziewczyną (a na szczęście nie jestem) poddał bym się od razu. No, ale Lily była inna.
-Nie! -krzyknęła wyrywając mi się z uścisku i pobiegła do Zakazanego Lasu.
-Co ty zrobiłeś James! -wykrzyknął Lunatyk.
-A niby co?
-Zapomniałeś, że tam grasuje WAMPIR?! -wykrzyknął przerażony, a mnie zamurowało.
Wampir... Nie myśląc zbyt wiele przemieniłem się w jelenia.
.
.
czwartek, 25 grudnia 2014
niedziela, 28 września 2014
08. Kłótnia
Jest już połowa października. Dwa dni temu wróciłam z pogrzebu mamy.. Widząc ją w trumnie było mi źle.. Bardzo źle. Nawet nie byłam przy jej ostatnich chwilach. Po prostu ją zawiodłam.
Przechodziłam właśnie korytarzem w Lochach gdy zauważyłam Severusa. Czytał akurat książkę. Gdy uważniej przyjrzałam się jej zauważyłam tytuł : ,,Czarna Magia dla zaawansowanych''.
-Hej Sev!
-Oo.. Lily! -odpowiedział najwyraźniej zmieszany, chowając książkę.
-Znowu czarna magia? -spytałam zdenerwowana. Miałam już po dziurki w nosie jego czarów.
-Ale Lily, zrozum! Ona jest....
-Zła! -przerwałam mu - Zaczynasz być jak prawdziwy Ślizgon, Sev.
Severus zrobił się czerwony na twarzy. Wiedziałam, że już kipi. No, ale to nie moja wina, że tak się on zachowuje.
-A ty Lily, nie jesteś lepsza. Zaczęłaś kumplować się z Potterem i jego bandą! -krzyknął. A ponieważ za chwile miała się odbyć lekcja Eliksirów dla naszego rocznika (Slytherin i Gryffindor) to zaczęło przybywać uczniów. W śród nich był Potter, ale jego nie zauważyłam.
-Czasem Potter jest lepszy od Ciebie!
-Bronisz go?! -Severus zrobił się cały czerwony na twarzy, niczym tło herbu Gryffindoru.
-Nie, ale wiesz co? Gdybym teraz miała wybierać między przyjaźnią z Tobą, a chodzeniem z Potterem, to wybrałabym Jamesa Pottera! -krzyknęłam, ale po chwili tego pożałowałam. Właśnie zobaczyłam, że sam James Potter podchodzi do mnie.
-No, no Lily. Mogłaś mi powiedzieć już dawno, że mnie kochasz! -mruknął mi do ucha z uśmiechem na twarzy.
I nagle.... CHLAST! Potter dostał ode mnie z liścia w jeden policzek. CHLAST! Dostał w drugi.
-Za co? -spytał masując sobie obolałe miejsca.
-Ty wredna świnio! Nigdy nie będę Cię kochała! -krzyknęłam po czym pobiegłam do klasy, ponieważ właśnie profesor Slughorn wchodził tam.
Lekcja minęła nawet spokojnie, jeśli nie licząc rozwścieczonych spojrzeń Severus'a Snape'a i Jamesa Pottera.
~~~***~~~
Czułem się... upokorzony. Tak! To oto słowo zawierało wszystkie moje aktualne uczucia. Kochałem ją, ale teraz postanowiłem dać jej nauczkę.
-Co zrobisz, Rogaczu? -spytał z uśmiechem na ustach Syriusz.
-Coś, co będzie dla mnie wspaniałe. Zemsta będzie słodka!
Przechodziłam właśnie korytarzem w Lochach gdy zauważyłam Severusa. Czytał akurat książkę. Gdy uważniej przyjrzałam się jej zauważyłam tytuł : ,,Czarna Magia dla zaawansowanych''.
-Hej Sev!
-Oo.. Lily! -odpowiedział najwyraźniej zmieszany, chowając książkę.
-Znowu czarna magia? -spytałam zdenerwowana. Miałam już po dziurki w nosie jego czarów.
-Ale Lily, zrozum! Ona jest....
-Zła! -przerwałam mu - Zaczynasz być jak prawdziwy Ślizgon, Sev.
Severus zrobił się czerwony na twarzy. Wiedziałam, że już kipi. No, ale to nie moja wina, że tak się on zachowuje.
-A ty Lily, nie jesteś lepsza. Zaczęłaś kumplować się z Potterem i jego bandą! -krzyknął. A ponieważ za chwile miała się odbyć lekcja Eliksirów dla naszego rocznika (Slytherin i Gryffindor) to zaczęło przybywać uczniów. W śród nich był Potter, ale jego nie zauważyłam.
-Czasem Potter jest lepszy od Ciebie!
-Bronisz go?! -Severus zrobił się cały czerwony na twarzy, niczym tło herbu Gryffindoru.
-Nie, ale wiesz co? Gdybym teraz miała wybierać między przyjaźnią z Tobą, a chodzeniem z Potterem, to wybrałabym Jamesa Pottera! -krzyknęłam, ale po chwili tego pożałowałam. Właśnie zobaczyłam, że sam James Potter podchodzi do mnie.-No, no Lily. Mogłaś mi powiedzieć już dawno, że mnie kochasz! -mruknął mi do ucha z uśmiechem na twarzy.
I nagle.... CHLAST! Potter dostał ode mnie z liścia w jeden policzek. CHLAST! Dostał w drugi.
-Za co? -spytał masując sobie obolałe miejsca.
-Ty wredna świnio! Nigdy nie będę Cię kochała! -krzyknęłam po czym pobiegłam do klasy, ponieważ właśnie profesor Slughorn wchodził tam.
Lekcja minęła nawet spokojnie, jeśli nie licząc rozwścieczonych spojrzeń Severus'a Snape'a i Jamesa Pottera.
~~~***~~~
Czułem się... upokorzony. Tak! To oto słowo zawierało wszystkie moje aktualne uczucia. Kochałem ją, ale teraz postanowiłem dać jej nauczkę.
-Co zrobisz, Rogaczu? -spytał z uśmiechem na ustach Syriusz.
-Coś, co będzie dla mnie wspaniałe. Zemsta będzie słodka!
sobota, 27 września 2014
07.Druga okropna wiadomość
Obudziłam się. Po raz drugi zresztą. Wcześniej z powodu koszmaru, ale teraz byłam już spokojna.
Przekręciłam głowę. Chłopak już nie spał i zatroskanym wzrokiem patrzył się na mnie.. Szybko wstałam.
-Oo.. Już wstałaś Liluś. -powiedział z uśmiechem James.
-Jak widzisz.. -warknęłam, po czym dodałam:- I nie mów na mnie Liluś!
-Jeśli tak wolisz...
-Dzięki za wczorajsze.. I.. do zobaczenia na śniadaniu. -powiedziałam spuszczając wzrok po czym pobiegłam do swojego dormitorium.
Rozejrzałam się po nim. Ciemne włosy Dorocas widoczne były na poduszce, a blada ręka Julii wystawała spod kołdry. No tak, to przecież zwykły poranek..
Schodząc na śniadanie przeczuwałam, że dziś stanie się coś złego. I rzeczywiście. Kiedy tak sobie spokojnie jedliśmy dyrektor Dumbledore wstał.
-Moi drodzy. Życzę Wam smacznego i aby dłużej Wam nie przeszkadzać, chcę tylko powiedzieć jedno krótkie zdanie. Proszę pannę Evans do swojego gabinetu zaraz po śniadaniu. To tyle, dziękuje.
Zamarłam. Coś się stało? Czyżby Śmierciożercy zaatakowali moją rodzinę?
Szybko wybiłam z głowy tą myśl. Nie dojadłam już śniadania. Nie mogłam.
Jak we mgle poszłam do Sali Wejściowej. Po paru minutach przyszedł dyrektor. Nic nie mówił, tylko wskazał głową abyśmy szli za nim. Po około 10 minutach stałam w jego gabinecie, przyglądając się portretom jego poprzedników.
-Panno Evans... Ostatnio zaczęło się dziać w Twoim życiu wiele, wieele złego. -powiedział. Na jego słowa przytaknęłam głową a on ciągnął dalej. - I ta wiadomość może być dla Ciebie ciosem.
Przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że ta wiadomość będzie zła.
-Niech pan powie... -wychrypiałam.
-Lily.. Twoja mama... Ona...
Zamknęłam oczy.... Tak to będzie zła wiadomość.
-Ona nie żyje. Została zabita przez Śmierciożerców. -to zdanie wypowiedział z trudem. Nie czekając na pozwolenie wybiegłam z gabinetu...
Dlaczego wszystko robi mi na złe.. Moja kochana mama... Ta sama rudowłosa osóbka, która zawsze mnie wspierała i była dla mnie niczym przyjaciółką... Ona nie żyje..
Zamknęłam oczy i mimowolnie jęknęłam.
-Lily?? Lilka co Ci? -usłyszałam za sobą. To był Remus. Chwile później podbiegła do mnie Dorocas z Julią. Ale odsunęłam je od siebie. Po chwili stał przede mną Potter, przytulił mnie do siebie i pogładził po głowie..
Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu:
-Ona nie żyje.. Moja mama nie żyje....
_________________________
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie mam czasu, bo mam nawał prac domowych.
Wiem, wiem.. Kolejna uśmiercona postać, ale to do czegoś będzie zmierzać.
Pozdrawiam,
Autorka.
Przekręciłam głowę. Chłopak już nie spał i zatroskanym wzrokiem patrzył się na mnie.. Szybko wstałam.
-Oo.. Już wstałaś Liluś. -powiedział z uśmiechem James.
-Jak widzisz.. -warknęłam, po czym dodałam:- I nie mów na mnie Liluś!
-Jeśli tak wolisz...
-Dzięki za wczorajsze.. I.. do zobaczenia na śniadaniu. -powiedziałam spuszczając wzrok po czym pobiegłam do swojego dormitorium.
Rozejrzałam się po nim. Ciemne włosy Dorocas widoczne były na poduszce, a blada ręka Julii wystawała spod kołdry. No tak, to przecież zwykły poranek..
Schodząc na śniadanie przeczuwałam, że dziś stanie się coś złego. I rzeczywiście. Kiedy tak sobie spokojnie jedliśmy dyrektor Dumbledore wstał.
-Moi drodzy. Życzę Wam smacznego i aby dłużej Wam nie przeszkadzać, chcę tylko powiedzieć jedno krótkie zdanie. Proszę pannę Evans do swojego gabinetu zaraz po śniadaniu. To tyle, dziękuje.
Zamarłam. Coś się stało? Czyżby Śmierciożercy zaatakowali moją rodzinę?
Szybko wybiłam z głowy tą myśl. Nie dojadłam już śniadania. Nie mogłam.
Jak we mgle poszłam do Sali Wejściowej. Po paru minutach przyszedł dyrektor. Nic nie mówił, tylko wskazał głową abyśmy szli za nim. Po około 10 minutach stałam w jego gabinecie, przyglądając się portretom jego poprzedników.
-Panno Evans... Ostatnio zaczęło się dziać w Twoim życiu wiele, wieele złego. -powiedział. Na jego słowa przytaknęłam głową a on ciągnął dalej. - I ta wiadomość może być dla Ciebie ciosem.
Przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że ta wiadomość będzie zła.
-Niech pan powie... -wychrypiałam.
-Lily.. Twoja mama... Ona...
Zamknęłam oczy.... Tak to będzie zła wiadomość.
-Ona nie żyje. Została zabita przez Śmierciożerców. -to zdanie wypowiedział z trudem. Nie czekając na pozwolenie wybiegłam z gabinetu...
Dlaczego wszystko robi mi na złe.. Moja kochana mama... Ta sama rudowłosa osóbka, która zawsze mnie wspierała i była dla mnie niczym przyjaciółką... Ona nie żyje..
Zamknęłam oczy i mimowolnie jęknęłam.
-Lily?? Lilka co Ci? -usłyszałam za sobą. To był Remus. Chwile później podbiegła do mnie Dorocas z Julią. Ale odsunęłam je od siebie. Po chwili stał przede mną Potter, przytulił mnie do siebie i pogładził po głowie..
Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu:
-Ona nie żyje.. Moja mama nie żyje....
_________________________
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie mam czasu, bo mam nawał prac domowych.
Wiem, wiem.. Kolejna uśmiercona postać, ale to do czegoś będzie zmierzać.
Pozdrawiam,
Autorka.
niedziela, 14 września 2014
06. Sen, który był dziwnie realistyczny
Po tragicznej śmierci Katheriny zasnęłam w ramionach Pottera. A sen był bardzo dziwny.
Drzwi domu były lekko uchylone, więc bez pukania przeszedł przez próg, nieco zawadzając czubkiem głowy o futrynę drzwi. Rozglądając się po wszystkich pokojach mieszkania, stwierdził, że tu na dole nie ma nikogo.
Wzdrygnęłam się przez sen, który następnie kontynuowałam.
Jednak gdy wszedł po schodach na górę, dostrzegł pierwszą oznakę nienormalności. Na szczycie schodów leżało nieruchome ciało młodego mężczyzny, jego twarz była blada jak kreda, a oczy wpatrzone gdzieś w dal. Olbrzymi mężczyzna zachwiał się na nogach opierając się brutalnie o ścianę, z której nieco odpadł tynk.
W tym mężczyźnie bez przeszkód rozpoznałam Hadgrida.
Zerknął raz jeszcze na nieruchome ciało rozczochrańca rozglądając się po korytarzu na którym stał. Nie musiał szukać długo, pierwsze drzwi na prawo leżały bezwładnie na ziemi. Tu w tym pokoju nie było połowy sufitu i dachu. Gruzy i gałęzie drzew leżały tu jeden koło drugiego, lecz jego największą uwagę zwróciła inna rzecz, kobieta.
Kobieta o lśniących rudych włosach, leżała wśród gruzów, jej oczy były mokre od łez, a usta rozwarte w niemym okrzyku. Zielone oczy patrzyły prosto na Hagrida, który instynktownie spuścił wzrok z kobiety, jakby te oczy raniły go bardziej niż widok leżącej jej nie ruchomej na ziemi. Jednak nie mógł się powstrzymać, zerknął na nią raz czy dwa.
Przeraziłam się, bo bez przeszkód (nawet podczas snu) rozpoznałabym siebie. Hadgrid szepnął coś niewyraźnie.
Gdy wydmuchiwał nos, z rozwalonego łóżeczka dosłyszał cichy szloch, szybko minął ciało Lily schylając się ku dziecinnemu łóżeczkowi. Leżał w nim mały bezbronny chłopiec, o czarnej czuprynie, pyzatej twarzy i lśniących zielonych oczach. Chłopiec patrzył na Hagrida ssąc kciuka. Gdy delikatnie podniósł chłopca ten cicho zaszlochał, delikatnie obejmując swoimi rączkami ogromną dłoń Hagrida. Wtem olbrzym dostrzegł dziwną bliznę na czole niemowlęcia, bliznę w kształcie błyskawicy.
Drzwi domu były lekko uchylone, więc bez pukania przeszedł przez próg, nieco zawadzając czubkiem głowy o futrynę drzwi. Rozglądając się po wszystkich pokojach mieszkania, stwierdził, że tu na dole nie ma nikogo.
Wzdrygnęłam się przez sen, który następnie kontynuowałam.
Jednak gdy wszedł po schodach na górę, dostrzegł pierwszą oznakę nienormalności. Na szczycie schodów leżało nieruchome ciało młodego mężczyzny, jego twarz była blada jak kreda, a oczy wpatrzone gdzieś w dal. Olbrzymi mężczyzna zachwiał się na nogach opierając się brutalnie o ścianę, z której nieco odpadł tynk.
W tym mężczyźnie bez przeszkód rozpoznałam Hadgrida.
Zerknął raz jeszcze na nieruchome ciało rozczochrańca rozglądając się po korytarzu na którym stał. Nie musiał szukać długo, pierwsze drzwi na prawo leżały bezwładnie na ziemi. Tu w tym pokoju nie było połowy sufitu i dachu. Gruzy i gałęzie drzew leżały tu jeden koło drugiego, lecz jego największą uwagę zwróciła inna rzecz, kobieta.
Kobieta o lśniących rudych włosach, leżała wśród gruzów, jej oczy były mokre od łez, a usta rozwarte w niemym okrzyku. Zielone oczy patrzyły prosto na Hagrida, który instynktownie spuścił wzrok z kobiety, jakby te oczy raniły go bardziej niż widok leżącej jej nie ruchomej na ziemi. Jednak nie mógł się powstrzymać, zerknął na nią raz czy dwa.
Przeraziłam się, bo bez przeszkód (nawet podczas snu) rozpoznałabym siebie. Hadgrid szepnął coś niewyraźnie.
Gdy wydmuchiwał nos, z rozwalonego łóżeczka dosłyszał cichy szloch, szybko minął ciało Lily schylając się ku dziecinnemu łóżeczkowi. Leżał w nim mały bezbronny chłopiec, o czarnej czuprynie, pyzatej twarzy i lśniących zielonych oczach. Chłopiec patrzył na Hagrida ssąc kciuka. Gdy delikatnie podniósł chłopca ten cicho zaszlochał, delikatnie obejmując swoimi rączkami ogromną dłoń Hagrida. Wtem olbrzym dostrzegł dziwną bliznę na czole niemowlęcia, bliznę w kształcie błyskawicy.
- Malusi Harry - wyszeptał Hagrid obserwując dzieciątko - Nie bój się, Hagrid nie zrobi ci krzywdy. Hagrid zabierze cię stąd - powiedział okrywając małego Harry'ego grubym kocem.
- Mama - szepnął niewyraźnie Harry wskazując drobną rączką na leżącą Lily.
- Taak... mamusia - jęknął Hagrid rozklejając się na dobre.
Nagle obudziłam się. Ten sen... Był koszmarny. Cała byłam spocona, a siedzący obok mnie Potter patrzył się na mnie przerażony..
-Lily, co Ci? - spytał.
-On...
-Co on?
-Byłam martwa...-szepnęłam.
-To był sen!
-Nie, to nie był sen. Był zbyt realistyczny. Byliśmy w Dolinie Godtryka.
-Jak to BYLIŚMY? -spytał zdezorientowany.
-Ty też byłeś martwy. Hadgrid nas znalazł. A potem znalazł małego chłopca, który... -urwałam. Nie chciałam niczym się dzielić z Potterem. Zwłaszcza,że coś mi mówiło, że to właśnie my byliśmy rodzicami chłopca. No a na pewno ja.
Chłopak przytulił mnie do siebie, a ja cicho zaszlochałam w jego koszulę. Byłam już bezpieczna.
_______________
Nie wiem czemu po dodani zdjęcia tekst zrobił się biały ale trudno, może to usunę.
_______________
Nie wiem czemu po dodani zdjęcia tekst zrobił się biały ale trudno, może to usunę.
poniedziałek, 8 września 2014
05. Nieszczęście, które spowodowało naszą bliskość.
Postanowiłam pójść do Pokoju Wspólnego. Może porozmawiam z kimś kto mi dobrze doradzi.
Kiedy już tam się znalazłam zobaczyłam przerażający widok. Martwe ciało mojej przyjaciółki z dormiotrium - Katheriny oraz demenotra.. Mimowolnie krzyknęłam z rozpaczą. Obślizgłe łapska dementora skierowały się w moją stronę.
-EXPECTO PATRONUM!! -usłyszałam.. Był to Potter, który trzymał przed sobą różdżkę, z której wyskoczył piękny jeleń.
Rozejrzałam się po pokoju. Aktualnie nikogo oprócz mnie i Jamesa (nie licząc martwego ciała Katheriny) nie było. Wszyscy byli na kolacji.
-Lily, nic Ci nie jest? -spytał zatroskanym tonem chłopak. Zaczęłam płakać.
-Ka..Katherina.. -wyjąkałam przez łzy. Dopiero teraz Potter zobaczył jej ciało. Cały zbladł.
-Pocałunek dementora.. -wyszeptał. Tak, miał rację. Pocałunek dementora odebrał życie mojej współlokatorce. Czy gdybym przybyła tu wcześniej ona jeszcze by żyła? No ale bez Pottera bym sobie nie poradziła. Zaklęcie patronusa (takie potężne) umie wyczarować tylko potężny czarodziej. Tak ogólnie mieliśmy to przerabiać za miesiąc. No i za miesiąc za późno...
-Dziękuje... -wyszeptałam po czym wtuliłam się w Pottera. Nie wiem czemu, po prostu coś mnie tchnęło.
-Lily.. Nic Ci nie jest? Na pewno? -spytał chłopak. Spojrzałam na jego twarz. W jego czekoladowych oczach widoczne było zmartwienie.. Jakie on ma piękne oczy...
-Tak.. Gdyby nie ty... -urwałam po czym spojrzałam się na bezwładne ciało koleżanki. Jej jasne blond włosy otaczały jej głowę niczym aureola.
-Spokojnie.. -zaczął mnie uspokajać chłopak.
-Lil... AAAAAAAAAAA!!! -usłyszałam krzyk Dorocas. Była z Syriuszem. Widząc całe zdarzenie oboje stali się bladzi. -Trzeba powiadomić Dumbledore'a. I to jak najszybciej.-powiedział cicho Black. Potter pomógł mi usiąść na fotelu.
-Jak to się stało?-po raz pierwszy zabrała głos Dorocas.
-Weszłam tu.. i Katherine... ona była już martwa.. a obok był dementor... Chciał mi chyba... też.. coś zrobić, ale James mnie uratował.-wyszeptałam przerażona, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi, że nazwałam Pottera po imieniu.
-Dziękuje James. -powiedziała moja przyjaciółka po czym podeszła i przytuliła mnie.
-Chyba pójdziemy.. -mruknął pod nosem Potter po czym ruszył w stronę portretu.
-Nie, zostań! -krzyknęłam spanikowana. Black, Dorocas i sam Potter zrobili zdumione miny.
-Ale...
-Nie James! Proszę, nie dam sobie rady. -poczułam, że się rumienie. Ja poprosiłam o coś Pottera?!
Potter i Black wymienili wymowne spojrzenia po czym ten pierwszy przytulił mnie do siebie.
-No to... Choć Dorocas. -powiedział Black po czym wraz z moją przyjaciółką ruszyli w kierunku wyjścia.
~~***~~
Spała. Lilyanne Evans spała w moich ramionach słodko uśmiechając się przez sen. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie powiem, szkoda mi Katheriny, ale dzięki temu zbliżyłem się do Evans.. Choć nie, nie powinienem tak myśleć. Ona nie żyje... Spojrzałem raz jeszcze na śpiącą w mych objęciach dziewczynę.
Tak bardzo pragnąłem aby była tylko i wyłącznie moja....
______________________
I jak wam się podoba? Piszcie prosze swoją opinie.
Kiedy już tam się znalazłam zobaczyłam przerażający widok. Martwe ciało mojej przyjaciółki z dormiotrium - Katheriny oraz demenotra.. Mimowolnie krzyknęłam z rozpaczą. Obślizgłe łapska dementora skierowały się w moją stronę.
-EXPECTO PATRONUM!! -usłyszałam.. Był to Potter, który trzymał przed sobą różdżkę, z której wyskoczył piękny jeleń.
Rozejrzałam się po pokoju. Aktualnie nikogo oprócz mnie i Jamesa (nie licząc martwego ciała Katheriny) nie było. Wszyscy byli na kolacji.
-Lily, nic Ci nie jest? -spytał zatroskanym tonem chłopak. Zaczęłam płakać.
-Ka..Katherina.. -wyjąkałam przez łzy. Dopiero teraz Potter zobaczył jej ciało. Cały zbladł.
-Pocałunek dementora.. -wyszeptał. Tak, miał rację. Pocałunek dementora odebrał życie mojej współlokatorce. Czy gdybym przybyła tu wcześniej ona jeszcze by żyła? No ale bez Pottera bym sobie nie poradziła. Zaklęcie patronusa (takie potężne) umie wyczarować tylko potężny czarodziej. Tak ogólnie mieliśmy to przerabiać za miesiąc. No i za miesiąc za późno...
-Dziękuje... -wyszeptałam po czym wtuliłam się w Pottera. Nie wiem czemu, po prostu coś mnie tchnęło.
-Lily.. Nic Ci nie jest? Na pewno? -spytał chłopak. Spojrzałam na jego twarz. W jego czekoladowych oczach widoczne było zmartwienie.. Jakie on ma piękne oczy...
-Tak.. Gdyby nie ty... -urwałam po czym spojrzałam się na bezwładne ciało koleżanki. Jej jasne blond włosy otaczały jej głowę niczym aureola.
-Spokojnie.. -zaczął mnie uspokajać chłopak.
-Lil... AAAAAAAAAAA!!! -usłyszałam krzyk Dorocas. Była z Syriuszem. Widząc całe zdarzenie oboje stali się bladzi. -Trzeba powiadomić Dumbledore'a. I to jak najszybciej.-powiedział cicho Black. Potter pomógł mi usiąść na fotelu.-Jak to się stało?-po raz pierwszy zabrała głos Dorocas.
-Weszłam tu.. i Katherine... ona była już martwa.. a obok był dementor... Chciał mi chyba... też.. coś zrobić, ale James mnie uratował.-wyszeptałam przerażona, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi, że nazwałam Pottera po imieniu.
-Dziękuje James. -powiedziała moja przyjaciółka po czym podeszła i przytuliła mnie.
-Chyba pójdziemy.. -mruknął pod nosem Potter po czym ruszył w stronę portretu.
-Nie, zostań! -krzyknęłam spanikowana. Black, Dorocas i sam Potter zrobili zdumione miny.
-Ale...
-Nie James! Proszę, nie dam sobie rady. -poczułam, że się rumienie. Ja poprosiłam o coś Pottera?!
Potter i Black wymienili wymowne spojrzenia po czym ten pierwszy przytulił mnie do siebie.
-No to... Choć Dorocas. -powiedział Black po czym wraz z moją przyjaciółką ruszyli w kierunku wyjścia.
~~***~~
Spała. Lilyanne Evans spała w moich ramionach słodko uśmiechając się przez sen. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie powiem, szkoda mi Katheriny, ale dzięki temu zbliżyłem się do Evans.. Choć nie, nie powinienem tak myśleć. Ona nie żyje... Spojrzałem raz jeszcze na śpiącą w mych objęciach dziewczynę.
Tak bardzo pragnąłem aby była tylko i wyłącznie moja....
______________________
I jak wam się podoba? Piszcie prosze swoją opinie.
niedziela, 7 września 2014
Sowia Poczta
Moi drodzy.
Macie do mnie jakieś pytanie? Zapraszam na mojego ask'a założonego specjalnie na potrzeby blogów.
http://ask.fm/zuzannaa11
Macie do mnie jakieś pytanie? Zapraszam na mojego ask'a założonego specjalnie na potrzeby blogów.
http://ask.fm/zuzannaa11
04. Bo życie jest dziwne
-Dorocas, proszę. Możemy porozmawiać? -powtórzył swoją prośbę chłopak.
On, Syriusz Black poprosił mnie na rozmowę na osobności. Czy to nie cudowne?
-Ee... Ym.. Jaasne.. - zaczęłam się jąkać po czym spiekłam raka. Nie Dorocas, przecież miałaś już tylu zaliczonych chłopaków więc nie możesz się poddać przy Black'u.
Chłopak wskazał głową na pobliskie drzewo, gdzie razem podeszliśmy.
-A więc o co chodzi? - zapytałam trochę pewniejszym tonem. Bardzo mnie to ciekawiło, co on ode mnie chce.
-Chodzi mi o James'a i Lily. - no tak jasne.. Na mojej twarzy pojawił się wyraz cierpienia. Ile można wałkować w kółko ten sam temat?!
-Ona go nie chce. -mruknęłam pod nosem.
-Ale on ją kocha! Uwierz mi Dorocas, ja też sądzę, że powinien dać sobie spokój, ale widzę jak Rogacz cierpi! -krzyknął Black. Zaskoczona i zezłoszczona pobiegłam w stronę zamku.
Chłopak zatrzymał mnie przy bramie wejściowej.
-To ich sprawa. -warknęłam kiedy przytrzymał mnie przy murze. Muszę przyznać, że było to wspaniałe, ten jego dotyk...
-Wiem, ale nie uważasz, że trzeba im dać coś do zrozumienia?
-Niby co? - spytałam zaskoczona.
-Że albo w te albo we wte! Niech Lily wreszcie się zdecyduje!
-Ale ona jest zdecydowana! Ona go NIE KOCHA! -zaczęłam bronić swojej przyjaciółki. Nie powiem, nie raz mówiłam, aby spojrzała inaczej na Pottera, ale ona ciągle się upierała.
-Ale Dorocas..
-Nie ma żadnego 'ale' Black. Ja też chcę aby byli szczęśliwi, ale to ich sprawa jak postąpią!-krzyknęłam po czym ruszyłam w stronę zamku.
~~***~~
Niedowierzanie. To jedyna rzecz, która była w mojej głowie.
Że niby ja pragnęłam Pottera?! Pff, to lustro chyba się popsuło.
No nie powiem, dobrze latał na miotle, był TROCHĘ ładny, ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Równie dobrze mógłby nie istnieć.
Ale inaczej uważali inni. Na przykład Dorocas.
Spojrzałam za okno i kompletnie mnie zamurowało. Dorocas i Black stali bardzo blisko siebie przy bramie wejściowej. Najwyraźniej prowadzili ożywioną dyskusję.
Czyżby oni... No nie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła spotykać się z najlepszym kumplem chłopaka, który 'zalecał' się do mnie. Co jak co, ale to było nie fair.
Zmęczona usiadłam na łóżku. Dlaczego nikt nie chciał mnie zrozumieć? Nie wiem.. Każdy mówił, że daje w kość Potterowi. Czy tak było? Tego również nie wiem..
A może jednak jestem zapatrzoną w siebie mądralą? Tego też nie wiem. Już nie umiem rozdzielić prawdy od fałszu... No i najgorsze. Czy Potter na prawdę mnie kocha? Tego już zupełnie nie rozumiem.
~~***~~
Chaos. To jedyne co było w mojej głowie. Niczego nie mogłem zrozumieć.
Czy Lily jednak coś do mnie czuła oprócz nienawiści? Może tak. Ale czy to nie moje marzenia mi to mówią?
Rozejrzałem się po dormitorium. Syriusza i Petera nie było. Ten drugi to coraz częściej gdzieś znikał. I coraz częściej widywałem go na mapie ze Ślizgonami. Ale może oni mu dokuczają (lub na odwrót?) ?
Spojrzałem na zaczytanego Remusa. On mówił jedno: ,,Nie narzucaj się tak, bo niedługo Lily w ogóle nie będzie chciała Cię znać!''.
Nagle z Pokoju Wspólnego usłyszałem krzyk. Krzyk Lily....
_________
Taa daam! I jak? Dodałam ten rozdział w miarę szybko, bo nie wiem kiedy będzie następny.
Tak więc co o nim sądzicie?
Pozdrawiam,
Autorka.
On, Syriusz Black poprosił mnie na rozmowę na osobności. Czy to nie cudowne?
-Ee... Ym.. Jaasne.. - zaczęłam się jąkać po czym spiekłam raka. Nie Dorocas, przecież miałaś już tylu zaliczonych chłopaków więc nie możesz się poddać przy Black'u.
Chłopak wskazał głową na pobliskie drzewo, gdzie razem podeszliśmy.
-A więc o co chodzi? - zapytałam trochę pewniejszym tonem. Bardzo mnie to ciekawiło, co on ode mnie chce.
-Chodzi mi o James'a i Lily. - no tak jasne.. Na mojej twarzy pojawił się wyraz cierpienia. Ile można wałkować w kółko ten sam temat?!
-Ona go nie chce. -mruknęłam pod nosem.
-Ale on ją kocha! Uwierz mi Dorocas, ja też sądzę, że powinien dać sobie spokój, ale widzę jak Rogacz cierpi! -krzyknął Black. Zaskoczona i zezłoszczona pobiegłam w stronę zamku.
Chłopak zatrzymał mnie przy bramie wejściowej.
-To ich sprawa. -warknęłam kiedy przytrzymał mnie przy murze. Muszę przyznać, że było to wspaniałe, ten jego dotyk...
-Wiem, ale nie uważasz, że trzeba im dać coś do zrozumienia?
-Niby co? - spytałam zaskoczona.
-Że albo w te albo we wte! Niech Lily wreszcie się zdecyduje!
-Ale ona jest zdecydowana! Ona go NIE KOCHA! -zaczęłam bronić swojej przyjaciółki. Nie powiem, nie raz mówiłam, aby spojrzała inaczej na Pottera, ale ona ciągle się upierała.
-Ale Dorocas..-Nie ma żadnego 'ale' Black. Ja też chcę aby byli szczęśliwi, ale to ich sprawa jak postąpią!-krzyknęłam po czym ruszyłam w stronę zamku.
~~***~~
Niedowierzanie. To jedyna rzecz, która była w mojej głowie.
Że niby ja pragnęłam Pottera?! Pff, to lustro chyba się popsuło.
No nie powiem, dobrze latał na miotle, był TROCHĘ ładny, ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Równie dobrze mógłby nie istnieć.
Ale inaczej uważali inni. Na przykład Dorocas.
Spojrzałam za okno i kompletnie mnie zamurowało. Dorocas i Black stali bardzo blisko siebie przy bramie wejściowej. Najwyraźniej prowadzili ożywioną dyskusję.
Czyżby oni... No nie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła spotykać się z najlepszym kumplem chłopaka, który 'zalecał' się do mnie. Co jak co, ale to było nie fair.
Zmęczona usiadłam na łóżku. Dlaczego nikt nie chciał mnie zrozumieć? Nie wiem.. Każdy mówił, że daje w kość Potterowi. Czy tak było? Tego również nie wiem..
A może jednak jestem zapatrzoną w siebie mądralą? Tego też nie wiem. Już nie umiem rozdzielić prawdy od fałszu... No i najgorsze. Czy Potter na prawdę mnie kocha? Tego już zupełnie nie rozumiem.
~~***~~
Chaos. To jedyne co było w mojej głowie. Niczego nie mogłem zrozumieć.
Czy Lily jednak coś do mnie czuła oprócz nienawiści? Może tak. Ale czy to nie moje marzenia mi to mówią?
Rozejrzałem się po dormitorium. Syriusza i Petera nie było. Ten drugi to coraz częściej gdzieś znikał. I coraz częściej widywałem go na mapie ze Ślizgonami. Ale może oni mu dokuczają (lub na odwrót?) ?
Spojrzałem na zaczytanego Remusa. On mówił jedno: ,,Nie narzucaj się tak, bo niedługo Lily w ogóle nie będzie chciała Cię znać!''.
Nagle z Pokoju Wspólnego usłyszałem krzyk. Krzyk Lily....
_________
Taa daam! I jak? Dodałam ten rozdział w miarę szybko, bo nie wiem kiedy będzie następny.
Tak więc co o nim sądzicie?
Pozdrawiam,
Autorka.
sobota, 6 września 2014
03. Ulga
Przechodziłam właśnie jednym z korytarzy na trzecim piętrze... Czułam się źle.. I to bardzo.
Nie potrzebnie co rusz naskakuje na Pottera. Może powinnam mu to normalniej wytłumaczyć?
No i nasuwa się pytanie... Skąd wiem, że zraniłam Jamesa Pottera? A stąd, że chodzi jakiś nieobecny i co jakiś czas spogląda na mnie tęsknym wzrokiem.
Miałam już wracać do Wierzy Gryffindoru, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Zamarłam..
Ostrożnie wychyliłam się.. To był Potter i był dokładnie za rogiem. Zaciekawiona postanowiłam go śledzić.
Chłopak szedł przed siebie pewnie, co oznaczało, że nie raz tutaj był. Po chwili skręcił w boczny korytarz i zniknął za drzwiami.
I nagle w mojej głowie zaczęła się walka. Może powinnam za nim iść? Ale to przecież Potter, jeden z Huncwotów... Ale przecież może się mu coś stać.. No ale znowu zna ten zamek chyba bardzo dobrze.
No i na koniec końców postanowiłam ruszyć za nim.
Pchnęłam stare drzwi, a one cicho zaskrzypiały. Wzdrygnęłam się na widok tego co zobaczyłam.
Pokój był niemal pusty. Niemal, ponieważ przy jednej z ścian stało lustro, a tuż obok stał Potter.
Nieśmiało przeszłam przez próg.
-Cześć Lily.. - na dźwięk jego głosu aż się przestraszyłam. Nie był taki jak zwykle. Był on dziwnie smutny, zupełnie jakby płakał. Zamknęłam drzwi po czym podeszłam do chłopaka.
-Potter, o co chodzi? -spytałam cicho. Minę miałam zapewne bardzo dziwną bo chłopak uśmiechnął się smutno.
-O nic nie chodzi.. W ogóle ze mną nie jesteś, a ja się staram... -powiedział roztrzęsionym głosem.
-Nie starasz się...Ty robisz wszystko na odwrót..Przez twoje wygłupy, i tak dalej właśnie mnie od siebie oddalasz! -powiedziałam miękkim głosem.. Na prawdę było mi go żal.
-Oj nie ważne.. -powiedział po czym dodał:- Lily, co widzisz w tym lustrze?
Spojrzałam się na nie.. A w odbiciu... Byłam JA ORAZ JAMES POTTER TRZYMAJĄCY SIĘ ZA RĘCE! Szybko spojrzałam się na chłopaka. Nie, on był za daleko. Znowu na lustro - byliśmy przy sobie.
-Widzę nas, trzymających się za ręce. -powiedziałam złowrogim tonem, a Potter cały się rozpromienił.
-Lily, ty tam, gdzieś pod swoją skorupą mnie pragniesz! -krzyknął uradowany.
-Że co?! -wybuchłam. Cała byłam czerwona na twarzy.
-To jest Zwierciadło Ain Eingrap. Ukazuje nam swoje najskrytsze pragnienia.-wytłumaczył mi Potter.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.. Czyli.. moim pragnieniem jest bycie z Potterem?
Jeszcze raz rzuciłam okiem na zwierciadło. Dwójka ludzi była szczęśliwa w swoim towarzystwie..
Po chwili wybiegłam, nie zwracając najmniejszej uwagi na nawoływania Pottera.
~~***~~~
Szkolne błonia w październiku były wspaniałe. Różnokolorowe liście powiewające na wietrze dodawały im uroku. Spacerując po nich czułam się dobrze.
Dlaczego tylko dobrze? Bo tylko tak mogę się czuć najlepiej. Lepiej się nie da, ponieważ...
Ponieważ brakuje mi Syriusza Blacka.
Jego długich, ciemnych włosów, oraz pięknych oczu.. Trzeba było przyznać, był on Bogiem Hogwartu.
Nagle usłyszałam za sobą jego głos:
-Dorocas, możemy porozmawiać?
__________________________
Taadam! I jak się podoba? Sorki, że tak długo ale szkoła :/
Nie potrzebnie co rusz naskakuje na Pottera. Może powinnam mu to normalniej wytłumaczyć?
No i nasuwa się pytanie... Skąd wiem, że zraniłam Jamesa Pottera? A stąd, że chodzi jakiś nieobecny i co jakiś czas spogląda na mnie tęsknym wzrokiem.
Miałam już wracać do Wierzy Gryffindoru, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Zamarłam..
Ostrożnie wychyliłam się.. To był Potter i był dokładnie za rogiem. Zaciekawiona postanowiłam go śledzić.
Chłopak szedł przed siebie pewnie, co oznaczało, że nie raz tutaj był. Po chwili skręcił w boczny korytarz i zniknął za drzwiami.
I nagle w mojej głowie zaczęła się walka. Może powinnam za nim iść? Ale to przecież Potter, jeden z Huncwotów... Ale przecież może się mu coś stać.. No ale znowu zna ten zamek chyba bardzo dobrze.
No i na koniec końców postanowiłam ruszyć za nim.Pchnęłam stare drzwi, a one cicho zaskrzypiały. Wzdrygnęłam się na widok tego co zobaczyłam.
Pokój był niemal pusty. Niemal, ponieważ przy jednej z ścian stało lustro, a tuż obok stał Potter.
Nieśmiało przeszłam przez próg.
-Cześć Lily.. - na dźwięk jego głosu aż się przestraszyłam. Nie był taki jak zwykle. Był on dziwnie smutny, zupełnie jakby płakał. Zamknęłam drzwi po czym podeszłam do chłopaka.
-Potter, o co chodzi? -spytałam cicho. Minę miałam zapewne bardzo dziwną bo chłopak uśmiechnął się smutno.
-O nic nie chodzi.. W ogóle ze mną nie jesteś, a ja się staram... -powiedział roztrzęsionym głosem.
-Nie starasz się...Ty robisz wszystko na odwrót..Przez twoje wygłupy, i tak dalej właśnie mnie od siebie oddalasz! -powiedziałam miękkim głosem.. Na prawdę było mi go żal.
-Oj nie ważne.. -powiedział po czym dodał:- Lily, co widzisz w tym lustrze?
Spojrzałam się na nie.. A w odbiciu... Byłam JA ORAZ JAMES POTTER TRZYMAJĄCY SIĘ ZA RĘCE! Szybko spojrzałam się na chłopaka. Nie, on był za daleko. Znowu na lustro - byliśmy przy sobie.
-Widzę nas, trzymających się za ręce. -powiedziałam złowrogim tonem, a Potter cały się rozpromienił.
-Lily, ty tam, gdzieś pod swoją skorupą mnie pragniesz! -krzyknął uradowany.
-Że co?! -wybuchłam. Cała byłam czerwona na twarzy.
-To jest Zwierciadło Ain Eingrap. Ukazuje nam swoje najskrytsze pragnienia.-wytłumaczył mi Potter.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.. Czyli.. moim pragnieniem jest bycie z Potterem?
Jeszcze raz rzuciłam okiem na zwierciadło. Dwójka ludzi była szczęśliwa w swoim towarzystwie..
Po chwili wybiegłam, nie zwracając najmniejszej uwagi na nawoływania Pottera.
~~***~~~
Szkolne błonia w październiku były wspaniałe. Różnokolorowe liście powiewające na wietrze dodawały im uroku. Spacerując po nich czułam się dobrze.
Dlaczego tylko dobrze? Bo tylko tak mogę się czuć najlepiej. Lepiej się nie da, ponieważ...
Ponieważ brakuje mi Syriusza Blacka.
Jego długich, ciemnych włosów, oraz pięknych oczu.. Trzeba było przyznać, był on Bogiem Hogwartu.
Nagle usłyszałam za sobą jego głos:
-Dorocas, możemy porozmawiać?
__________________________
Taadam! I jak się podoba? Sorki, że tak długo ale szkoła :/
niedziela, 31 sierpnia 2014
02. Wspomnienia
Siedziałam przy kominku w Pokoju Wspólnym Gryffindoru i pisałam wypracowanie dla McGonagall. Starałam się nie popełnić żadnego małego błędu, tak jak na pierwszym roku kiedy to popełniłam wieele pomyłek. Stawiałam właśnie kropkę, która miała zakończyć moje jakże wspaniałe wypracowanie gdy nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi przez portret. Zdziwiłam się, ponieważ była późna pora, a każdy kto nie był wtedy w swoim dormitorium (lub Pokoju Wspólnym) dostawał szlaban.
-Mówiłem Ci, że ona się domyśliła!W ogóle się do nas nie odzywa i bacznie obserwuje na każdym kroku!- usłyszałam. Był to głos Pottera.
-Rogacz, uspokój się. Ale masz pietra. -ciemnowłosy właściciel głosu próbował uspokoić towarzysza.
-Nie Syriuszu. To się robi chore! Co będzie jak ona dowie się całej prawdy? Dowie się kim jest Remus?!-rzekł spanikowanym głosem Potter.
-Nie rozumiem Cię co ty w niej widzisz, James. W Hogwarcie jest wiele seksownych dziewczyn, które czekają na każde twoje skinienie palcem! -krzyknął Black. Coraz bardziej zaciekawiona odłożyłam książkę po czym zaczęłam przybliżać się do rozmawiających postaci.
-Ja ją kocham, nie rozumiesz?! A jako mój najlepszy kumpel powinieneś mnie wspierać!
-Już dawno powinieneś zauważyć, że twoje wygłupy na nią nie działają. -rzekł Syriusz, a ja całym sercem się z nim zgadzałam. W końcu nie wytrzymałam.
-Możecie przestać mnie obgadywać? -zapytałam złowrogim tonem. Ich reakcja była natychmiastowa: oboje odskoczyli od siebie jak sparaliżowani. Black zaczął kurczowo trzymać się fotela, a Potter..
Potter bezczelnie podszedł i objął mnie w talii.
-Ciekawe jak, skoro siedzisz w mojej głowie dwadzieścia cztery na dobę. -powiedział uwodzicielskim głosem, ale na mnie to nie zadziałało. Miałam to gdzieś.
-Puszczaj! -warknęłam po czym zaczęłam się wyrywać. Nic, nadal stałam w jego objęciach. - No puszczaj!
Z twarzy Pottera zniknął uśmiech, po czym z kamienną twarzą odszedł do swojego Dormitorium.
Black chwile się na mnie popatrzył po czym szybko pobiegł za swoim towarzyszem, zostawiając mnie z mętlikiem w głowie.
~~***~~
Do dormitorium wparowałem wkurzony jak nigdy. Co ona sobie myśli, że ja nie mam uczuć?!
Że mnie nie rani?! To w takim razie bardzo się myli, oj bardzo.
Zrezygnowany położyłem się na swoim łóżku. Jak ona mogła?
Po chwili zasnąłem myślami błądząc o Lily Evans.
~~***~~
Po kąpieli czułam się jak nowo narodzona i nawet żaden Potter by tego nie popsuł.
Zrezygnowana położyłam się na łóżku. Próbowałam zasnąć, lecz rozmowa Pottera z Blackiem wciąż dźwięczała mi w uszach.
Czyżby Remus miał jakąś tajemnice? No i słowa Pottera o mnie.. Nie, to przecież jest z pewnością naciągane.
Zamknęłam oczy i znalazłam się w zupełnie innym świecie.
Dwie dziewczynki huśtały się na huśtawce, a zza krzaków obserwował je chudy chłopiec o długich, czarnych włosach. Poszczególne części jego stroju tak do siebie nie pasowały, że wyglądało to na świadomy wybór: przykrótkie dżinsy, dziwaczna, przypominająca damską bluzkę koszula i obszerna, wyświechtana peleryna, która śmiało mogła należeć do dorosłego.
Tak, nadal pamiętała ten pamiętny dzień. Wtedy jeszcze ona i jej siostra Petunia były przyjaciółkami.
______________________
Od autorki:
Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach. No i zapraszam na swojego aska:
-Mówiłem Ci, że ona się domyśliła!W ogóle się do nas nie odzywa i bacznie obserwuje na każdym kroku!- usłyszałam. Był to głos Pottera.
-Rogacz, uspokój się. Ale masz pietra. -ciemnowłosy właściciel głosu próbował uspokoić towarzysza.
-Nie Syriuszu. To się robi chore! Co będzie jak ona dowie się całej prawdy? Dowie się kim jest Remus?!-rzekł spanikowanym głosem Potter.
-Nie rozumiem Cię co ty w niej widzisz, James. W Hogwarcie jest wiele seksownych dziewczyn, które czekają na każde twoje skinienie palcem! -krzyknął Black. Coraz bardziej zaciekawiona odłożyłam książkę po czym zaczęłam przybliżać się do rozmawiających postaci.
-Ja ją kocham, nie rozumiesz?! A jako mój najlepszy kumpel powinieneś mnie wspierać!
-Już dawno powinieneś zauważyć, że twoje wygłupy na nią nie działają. -rzekł Syriusz, a ja całym sercem się z nim zgadzałam. W końcu nie wytrzymałam.-Możecie przestać mnie obgadywać? -zapytałam złowrogim tonem. Ich reakcja była natychmiastowa: oboje odskoczyli od siebie jak sparaliżowani. Black zaczął kurczowo trzymać się fotela, a Potter..
Potter bezczelnie podszedł i objął mnie w talii.
-Ciekawe jak, skoro siedzisz w mojej głowie dwadzieścia cztery na dobę. -powiedział uwodzicielskim głosem, ale na mnie to nie zadziałało. Miałam to gdzieś.
-Puszczaj! -warknęłam po czym zaczęłam się wyrywać. Nic, nadal stałam w jego objęciach. - No puszczaj!
Z twarzy Pottera zniknął uśmiech, po czym z kamienną twarzą odszedł do swojego Dormitorium.
Black chwile się na mnie popatrzył po czym szybko pobiegł za swoim towarzyszem, zostawiając mnie z mętlikiem w głowie.
~~***~~
Do dormitorium wparowałem wkurzony jak nigdy. Co ona sobie myśli, że ja nie mam uczuć?!
Że mnie nie rani?! To w takim razie bardzo się myli, oj bardzo.
Zrezygnowany położyłem się na swoim łóżku. Jak ona mogła?
Po chwili zasnąłem myślami błądząc o Lily Evans.
~~***~~
Po kąpieli czułam się jak nowo narodzona i nawet żaden Potter by tego nie popsuł.
Zrezygnowana położyłam się na łóżku. Próbowałam zasnąć, lecz rozmowa Pottera z Blackiem wciąż dźwięczała mi w uszach.
Czyżby Remus miał jakąś tajemnice? No i słowa Pottera o mnie.. Nie, to przecież jest z pewnością naciągane.
Zamknęłam oczy i znalazłam się w zupełnie innym świecie.
Dwie dziewczynki huśtały się na huśtawce, a zza krzaków obserwował je chudy chłopiec o długich, czarnych włosach. Poszczególne części jego stroju tak do siebie nie pasowały, że wyglądało to na świadomy wybór: przykrótkie dżinsy, dziwaczna, przypominająca damską bluzkę koszula i obszerna, wyświechtana peleryna, która śmiało mogła należeć do dorosłego.
- Lily, nie rób tego! - krzyknęła starsza siostra.
Ale dziewczynka rozhuśtała się bardzo wysoko i wyleciała w powietrze – dosłownie wyleciała! - wybuchając radosnym śmiechem, jednak zamiast zwalić się z łoskotem na asfalt, którym wylany był plac zabaw, zawisła w powietrzu jak artystka pod kopułą cyrku, po czym wylądowała lekko, na pewno zbyt lekko jak na taką wysokość.
- Mama ci mówiła, żebyś tego nie robiła! - Petunia zatrzymała huśtawkę, szorując sandałami po asfalcie. Zeskoczyła z niej i stanęła, trzymając się pod boki.
- Lily, mama mówiła, że ci nie wolno!
- Przecież nic mi się nie stało! - odparła Lily, chichocąc. - Tuniu, popatrz na to. Zobacz, co potrafię.
Tak, nadal pamiętała ten pamiętny dzień. Wtedy jeszcze ona i jej siostra Petunia były przyjaciółkami.
Petunia rozejrzała się. Na placu zabaw nie było nikogo prócz nich i Snape’a, o którego obecności nie wiedziały. Lily podniosła kwiatek opadły z krzaka, za którym krył się Snape. W Petunii ciekawość najwyraźniej zwyciężyła strach, bo podeszła do niej. Lily wyciągnęła rękę. Kwiat leżał na jej dłoni, rozchylając i zwijając płatki jak jakaś dziwna ostryga.
- Przestań! - krzyknęła Petunia.
- Przecież to cię nie boli - odpowiedziała Lily, ale zamknęła dłoń i odrzuciła kwiat na ziemię.
- Tego nie wolno robić - powiedziała Petunia, ale jej oczy powędrowały za opadającym powoli kwiatem. - Jak ty to robisz? - zapytała, a w jej głosie wyraźnie zabrzmiała zazdrość.
Lily dobrze wiedziała co się za chwile stanie.. Po chwili czuła jak na myśl o tym wydarzeniu, jej żądek drastycznie się kurczy..
- To chyba oczywiste, nie? - zawołał Snape, nie mogąc się już dłużej powstrzymać, i wyskoczył zza krzaka.
Petunia wrzasnęła i szybko uciekła w stronę huśtawek, ale Lily, choć trochę wystraszona, nie ruszyła się z miejsca. Na ziemistych policzkach Snape’a pojawił się blady rumieniec.
- Co jest oczywiste? - zapytała Lily.
Snape był wyraźnie podekscytowany. Zerknął nerwowo na Petunię kręcącą się przy huśtawkach, po czym zniżył głos i powiedział:
- Wiem, kim jesteś.
- O co ci chodzi?
- Jesteś... jesteś czarownicą.
Zrobiła obrażoną minę.
- Nie wolno tak przezywać!
Uniosła dumnie głowę i pomaszerowała w stronę siostry.
- Nie! - zawołał Snape, teraz już cały czerwony na twarzy.
Siostry zmierzyły go krytycznym spojrzeniem, trzymając się jednego słupka huśtawki, jakby dawało im to poczucie bezpieczeństwa.
- Bo jesteś - zwrócił się Snape do Lily. - Jesteś czarownicą. Obserwuję cię od pewnego czasu. Ale nie ma w tym nic złego. Moja mama też jest czarownicą, a ja jestem czarodziejem.
Petunia parsknęła drwiącym śmiechem.
- Czarodziejem, akurat! - zawołała, odzyskując odwagę po wstrząsie, jakim było jego nagłe pojawienie się na placu zabaw. - Wiem, kim jesteś. Jesteś chłopakiem od Snape’ów. Oni mieszkają w Spinner’s End, nad rzeką - wyjaśniła, zwracając się do Lily, a po tonie jej głosu można było poznać, że taki adres źle o kimś świadczy. - Dlaczego nas szpiegujesz?
- Wcale nie szpieguję - odrzekł Snape. Czuł się fatalnie, bo był cały spocony i wstydził się swoich brudnych, tłustych włosów. - W każdym razie ciebie na pewno nie – dodał złośliwie. - Jesteś mugolką.
Petunia najwyraźniej nie znała tego słowa, ale wystarczył jej ton, jakim to powiedział.
- Lily, chodź, idziemy! - powiedziała ostro.
Lily poszła za nią posłusznie, na pożegnanie obrzucając Snape’a wyzywającym spojrzeniem. Stał, patrząc, jak idą przez plac zabaw...
Wtedy nie uwierzyła Severusowi. Teraz jednak, z biegiem lat wiedziała, że mówił prawdę..
Znajdowali się w jakimś zagajniku. Nieco dalej, za drzewami, migotała w słońcu rzeka. Cień drzew tworzył chłodną, zieloną kryjówkę. Dwoje dzieci siedziało po turecku naprzeciw siebie. Tym razem Snape zdjął pelerynę, a jego stara koszula nie raziła tak w półcieniu.
- ...i ministerstwo może cię ukarać za uprawianie czarów poza szkołą. Przysyłają list.
- Przecież uprawiałam czary poza szkołą!
- Bo my jeszcze możemy. Jeszcze nie mamy różdżek. Póki jesteś dzieckiem, nic ich nie obchodzisz. Ale jak tylko skończysz jedenaście lat - dodał z ważną miną - i zaczną cię szkolić, to już musisz uważać.
Na chwilę zapadło milczenie. Lily podniosła z ziemi gałązkę i zakręciła nią w powietrzu, wyobrażając sobie iskry tryskające z jej końca. Potem odrzuciła gałązkę, nachyliła się do chłopca i powiedziała:
- Ale to jest prawda, co? To nie żart? Petunia mówi, że mnie okłamujesz. Mówi, że nie ma żadnego Hogwartu. A on jest naprawdę, tak?
- Jest, ale tylko dla nas. Dla niej nie. Ale my dostaniemy listy. Ty i ja.
- Naprawdę? - szepnęła Lily.
- Oczywiście - odrzekł Snape i mimo źle obciętych włosów i dziwacznego stroju sprawiał teraz wrażenie kogoś ważnego, pewnego siebie i całkowicie wierzącego w swoje przeznaczenie.
- A ten list naprawdę przyniesie sowa?
- Zwykle tak jest. Ale ty urodziłaś się w mugolskiej rodzinie, więc przyjdzie ktoś ze szkoły, żeby wyjaśnić to wszystko twoim rodzicom.
- To coś zmienia, że urodziłam się w mugolskiej rodzinie?
Snape zawahał się. Jego czarne oczy, płonące entuzjazmem w zielonym półcieniu, przebiegły po jej bladej twarzy i ciemnorudych włosach.
- Nie - powiedział. - To niczego nie zmienia.
Niczego nie zmienia?! Lily teraz na prawdę się wkurzyła. Teraz wszystkie osoby, które urodziły się w mugolskiej rodzinie, Severus wraz z innymi Ślizgonami nazywał szlamami. Ciekawe, czy ją też tak nazwie.
Wyciągnęła się na zasłanej liśćmi murawie i patrzyła na zielony baldachim nad nimi. Pochłaniał ją wzrokiem, jak wówczas, na placu zabaw.
- Severusie...
Lekki uśmiech wykrzywił mu usta, gdy wypowiedziała jego imię.
- Co?
- Opowiedz mi znowu o dementorach.
- A po co chcesz o nich wiedzieć?
- No bo jak użyję czarów poza szkołą...
- Za coś takiego nie wydadzą cię dementorom! W ich ręce wpadają tylko ci, którzy zrobią coś naprawdę złego. Oni strzegą więzienia czarodziejów, Azkabanu. Ty tam nie trafisz, ty jesteś zbyt...
Znowu się zaczerwienił i podarł na strzępy kilka liści. Nagle coś zaszeleściło i odwrócili się gwałtownie. Petunia, ukrywająca się za drzewem, straciła równowagę.
- Tunia! - zawołała Lily, zaskoczona, ale i ucieszona.
Snape zerwał się na nogi.
- No i kto teraz szpieguje?! - krzyknął. - Czego chcesz?
Petunia oddychała ciężko, przestraszona, że nakryli ją na podglądaniu.
- A co ty masz na sobie? - zapytała, wskazując na pierś Snape’a. - To bluzka twojej mamy?
Trzasnęło i spadła wisząca nad nią gałąź. Lily krzyknęła. Gałąź zaczepiła o ramię Petunii, która cofnęła się chwiejnie i wybuchnęła płaczem.
- Tuniu!
Ale Petunia już uciekała. Lily wytrzeszczyła oczy na Snape’a
- Ty to zrobiłeś?
- Nie - odpowiedział z wyzywającą, ale i trochę przestraszoną miną.
- To ty! - Zaczęła się od niego oddalać. - Ty to zrobiłeś! Skrzywdziłeś ją!
- Nie... to nie ja!
Ale to kłamstwo nie przekonało Lily. Jeszcze raz spojrzała na niego z wyrzutem i pobiegła za siostrą, a Snape został sam, biedny i zmieszany...
Kiedyś poszła za Petunią w obronę.. Czy teraz by coś takiego zrobiła? Nie, z pewnością nie. Bo teraz... Teraz jest inaczej.
______________________
Od autorki:
Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach. No i zapraszam na swojego aska:
http://ask.fm/zuzannaa11
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
01. Początek mojej historii
Siedziałam właśnie w Wielkiej Sali jedząc ciepłe tosty. Ogólnie nic się nie działo. Co jakiś czas było słychać drobne sprzeczki między Ślizgonami a Gryfonami. W pewnym momencie, kiedy zakładałam pasemko moich rudych włosów za ucho do sali weszli Huncwoci. Wszyscy wyglądali na okropnie zmęczonych i mieli podrapane twarze.Normalnie wzruszyłabym ramionami, ale co było dziwne - ta sama akcja powtarzała się co miesiąc.
Wymieniłam z Dorocas spojrzenia po czym wróciłam do śniadania. Jednak sprawa chłopaków za bardzo mnie wciągnęła. Bo przecież chyba każdy o zdrowym umyśle zdziwiłby się, że co miesiąc Remus jedzie do chorej matki, no i w tym samym czasie reszta Huncwotów znika na noc.
Zdziwiona wpatrywałam się w Pottera, co nie umknęło jego uwadze.
-Co Evans, jednak się ze mną umówisz?-spytał z szerokim uśmiechem.
-Nie. A może jesteście wszyscy animagami? A może któryś z was jest wilkołakiem?-spytałam z kpiną w głosie, ale ich reakcja była natychmiastowa:
Peter zaczął krztusić się jedzeniem, Remus i Black wyglądali jak sparaliżowani, a Potter zamarł z łyżką w połowie drogi do ust. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
-Co jest?! -spytałam zdenerwowana. Pierwszy ostygnął szanowny pan Potter bo zamrugał oczami po czym odłożył łyżkę.
-Lily..-zaczął chrapliwym głosem, który nie był w jego stylu.
- Powiedziałam coś, co jest prawdą? -zaczęłam się domyślać... Tak, to układało się w całość!
Huncwoci popatrzyli na siebie z przerażeniem w oczach.. Mam ich, pomyślałam.
-Nie, nie o to chodzi.. Po prostu.. W lesie czai się wilkołak i my.. -zaczął Potter ale ja mu przerwałam.
-I co dziwne, zawsze kiedy jest pełnia znikacie! -powiedziałam złowrogo, po czym dodałam: -Jako perfekt boje się o Was..
-Czyli żywisz do mnie jakieś uczucie? -spytał z nadzieją w głosie Potter, a ja parsknęłam śmiechem.
-Nienawiść się też liczy?-spytałam i nie czekając na odpowiedź wytłumaczyłam Huncowtom o co chodzi: -Boje się o Was ponieważ jestem perfektem Gryffindoru, a wy jego uczniami. A po tobie Remus, bym się nie spodziewała. Przecież ty też jesteś perfektem!
Nie czekając na ich odpowiedź wybiegłam z Salii, wcześniej chwytając torbę z książkami.
~~***~~
Nie mogłem uwierzyć, że nas zdemaskowała.. Choć nie wyglądało na to, że dowiedziała się tego szperając w książkach i tak dalej. O nie.. Mówiła to sarkastycznie, ale jednak powiedziała prawdę.
-Uspokój się Rogacz.. Znajdź sobie jakąś następną laskę i potem ją rzuć. Przejdzie Ci. -powiedział Syriusz ale to jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
-Ale ja ją kocham! -wybuchłem, a Black zrobił zdziwioną minę.
-Kogo? -spytał jakby nie swoim głosem.
-To przecież oczywiste, że Lily. - pośpieszył mi z odsieczą Remus, a Łapa wybuchł śmiechem.
-Tą... Lily?...Ev..ans? -pytał śmiejąc się. Nie wytrzymałem i przywaliłem mu mocno w ramię.
-Au! To boli! -krzyknął Syriusz z miną zbitego psa (którym zresztą był). No tak, w to ramie podrapał go Remus, który w tym momencie westchnął teatralnie po czym wrócił do czytania książki.
A co zrobiłem ja? A ja wróciłem do rozmyślania o pannie Evans.
~~***~~
Siedziałam na parapecie okna w naszym dormitorium.Coraz częściej miejsce w mojej głowie zaczęli zajmować Huncwoci.. Myślałam, że Remus jako perfekt będzie ich mobilizował a tu proszę.. Nic nie robi tylko włóczy się wraz z nimi.
Moje rozmyślenia zauważyła Dorocas bo spojrzała na mnie jak na wariatkę.
-Lily, jeśli jeden z nich jest wilkołakiem, a inni mu pomagają to wiedz, że są w niebezpieczeństwie, i to dużym!-powiedziała takim głosem, jakby miała 1000 lat.
Złapałam się za głowę. Jak mogłam być taka głupia? Im wszystkim grozi niebezpieczeństwo!
W tym też Potterowi... Lily STOP!
Wszystkim grozi i koniec... W głowie miałam tylko jedną myśl: przed następną pełnią będę ich miała na oku.
______________________
I jak? Mi się podoba :-) Piszcie swoje opinie w komentarzu.
Wymieniłam z Dorocas spojrzenia po czym wróciłam do śniadania. Jednak sprawa chłopaków za bardzo mnie wciągnęła. Bo przecież chyba każdy o zdrowym umyśle zdziwiłby się, że co miesiąc Remus jedzie do chorej matki, no i w tym samym czasie reszta Huncwotów znika na noc.
Zdziwiona wpatrywałam się w Pottera, co nie umknęło jego uwadze.
-Co Evans, jednak się ze mną umówisz?-spytał z szerokim uśmiechem.
-Nie. A może jesteście wszyscy animagami? A może któryś z was jest wilkołakiem?-spytałam z kpiną w głosie, ale ich reakcja była natychmiastowa:
Peter zaczął krztusić się jedzeniem, Remus i Black wyglądali jak sparaliżowani, a Potter zamarł z łyżką w połowie drogi do ust. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
-Co jest?! -spytałam zdenerwowana. Pierwszy ostygnął szanowny pan Potter bo zamrugał oczami po czym odłożył łyżkę.
-Lily..-zaczął chrapliwym głosem, który nie był w jego stylu.
- Powiedziałam coś, co jest prawdą? -zaczęłam się domyślać... Tak, to układało się w całość!
Huncwoci popatrzyli na siebie z przerażeniem w oczach.. Mam ich, pomyślałam.
-Nie, nie o to chodzi.. Po prostu.. W lesie czai się wilkołak i my.. -zaczął Potter ale ja mu przerwałam.
-I co dziwne, zawsze kiedy jest pełnia znikacie! -powiedziałam złowrogo, po czym dodałam: -Jako perfekt boje się o Was..
-Czyli żywisz do mnie jakieś uczucie? -spytał z nadzieją w głosie Potter, a ja parsknęłam śmiechem.
-Nienawiść się też liczy?-spytałam i nie czekając na odpowiedź wytłumaczyłam Huncowtom o co chodzi: -Boje się o Was ponieważ jestem perfektem Gryffindoru, a wy jego uczniami. A po tobie Remus, bym się nie spodziewała. Przecież ty też jesteś perfektem!
Nie czekając na ich odpowiedź wybiegłam z Salii, wcześniej chwytając torbę z książkami.
~~***~~
Nie mogłem uwierzyć, że nas zdemaskowała.. Choć nie wyglądało na to, że dowiedziała się tego szperając w książkach i tak dalej. O nie.. Mówiła to sarkastycznie, ale jednak powiedziała prawdę.
-Uspokój się Rogacz.. Znajdź sobie jakąś następną laskę i potem ją rzuć. Przejdzie Ci. -powiedział Syriusz ale to jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
-Ale ja ją kocham! -wybuchłem, a Black zrobił zdziwioną minę.
-Kogo? -spytał jakby nie swoim głosem.
-To przecież oczywiste, że Lily. - pośpieszył mi z odsieczą Remus, a Łapa wybuchł śmiechem.
-Tą... Lily?...Ev..ans? -pytał śmiejąc się. Nie wytrzymałem i przywaliłem mu mocno w ramię.
-Au! To boli! -krzyknął Syriusz z miną zbitego psa (którym zresztą był). No tak, w to ramie podrapał go Remus, który w tym momencie westchnął teatralnie po czym wrócił do czytania książki.
A co zrobiłem ja? A ja wróciłem do rozmyślania o pannie Evans.
~~***~~
Siedziałam na parapecie okna w naszym dormitorium.Coraz częściej miejsce w mojej głowie zaczęli zajmować Huncwoci.. Myślałam, że Remus jako perfekt będzie ich mobilizował a tu proszę.. Nic nie robi tylko włóczy się wraz z nimi.
Moje rozmyślenia zauważyła Dorocas bo spojrzała na mnie jak na wariatkę.
-Lily, jeśli jeden z nich jest wilkołakiem, a inni mu pomagają to wiedz, że są w niebezpieczeństwie, i to dużym!-powiedziała takim głosem, jakby miała 1000 lat.
Złapałam się za głowę. Jak mogłam być taka głupia? Im wszystkim grozi niebezpieczeństwo!
W tym też Potterowi... Lily STOP!
Wszystkim grozi i koniec... W głowie miałam tylko jedną myśl: przed następną pełnią będę ich miała na oku.
______________________
I jak? Mi się podoba :-) Piszcie swoje opinie w komentarzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

