.

.
.

czwartek, 25 grudnia 2014

09.Źle zaplanowana zemsta

Słońce powoli znikało, a na jego miejsce wchodził księżyc. Szłam spać, aby wreszcie się odprężyć. Nigdzie nie było Dorocas, ale... no może poszła gdzieś z Syriuszem. Nagle coś zapukało do szyby. Była to jedna ze szkolnych sów, a w dziobku miała kopertę. Jak najszybciej otworzyłam okno, a sówka wleciała, upuściła list na moje łóżko i wyleciała oknem. Zamknęłam je i jak najszybciej rzuciłam się w stronę koperty.
                                              Mamy Twoją przyjaciółkę Dorocas. Jeśli chcesz ją z powrotem, przyjdź                                                     dziś o 22:00 nad jezioro. Czekamy.
Zachłysnęłam się powietrzem. Mają moją Dorocas?! Dlaczego życie się tak na mnie uwzięło. Na początku Katherina, potem mama.. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale nie mogłam pozwolić aby emocje miały nade mną przewagę. Musiałam być silna.

                                                           ~~***~~
-Za 10 minut powinna tu być. -oznajmiłem reszcie, a tamta pokiwała głową, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Peter'a nie było -odrabiał szlaban (Huncwot sam ma szlaban? Dziwne). Remus czytał książkę, oparty o jakieś drzewo (,,Mówię Ci James, że masz czas się wycofać. Lily będzie wściekła!''). Zaś Łapa rozmawiał (a raczej flirtował) z Dorocas, która była dokładnie zapoznana z planem.
Minuty biegły bardzo szybko i nawet nie zauważyłem gdy była już dwudziesta druga. Zorientowałem się, gdy usłyszałem kroki.
Syriusz objął mocno Dorocas, wcześniej jednak nakładając pelerynę. Remus westchnął tylko teatralnie i również się przebrał. Ja, od dawna gotowy zaczaiłem się za jednym z drzew.
-Dorocas?? -usłyszałem jej przestraszony głos. Była już blisko.
-Lily!! Lil... -Dorocas świetnie udawała przerażoną zakładniczkę. Uniosłem kciuk w górę.
Usłyszałem jak Evans biegnie, a po chwili objąłem ją w pasie.
-Puszczaj! Pu.... -nie dokończyła, bo przerwałem jej pocałunkiem. Poczułem jak się rozluźnia, ale widocznie nadal zgrywała niedostępną.
-Puść. Mnie. Potter. -wycedziła, uważnie dobierając każde słowo. Łapa i Dor wybuchnęli śmiechem.
-Nie tak prędko Liluś. -szepnąłem jej do ucha, jednocześnie lekko podgryzając jej 'płatek' [od autorki: Nie wiedziałam jak to nazwać xD ].
-Nie nazywaj mnie Li... No nie! Dorocas, ty też?! -wykrzyknęła, cała czerwona na twarzy.
Dorocas zachichotała, aby zaraz spoważnieć.
-Dałabyś mu szanse Lily. Chociaż jedną. -zaskomlała słodko. Gdybym ja był dziewczyną (a na szczęście nie jestem) poddał bym się od razu. No, ale Lily była inna.
-Nie! -krzyknęła wyrywając mi się z uścisku i pobiegła do Zakazanego Lasu.
-Co ty zrobiłeś James! -wykrzyknął Lunatyk.
-A niby co?
-Zapomniałeś, że tam grasuje WAMPIR?! -wykrzyknął przerażony, a mnie zamurowało.
Wampir... Nie myśląc zbyt wiele przemieniłem się w jelenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz