-Mówiłem Ci, że ona się domyśliła!W ogóle się do nas nie odzywa i bacznie obserwuje na każdym kroku!- usłyszałam. Był to głos Pottera.
-Rogacz, uspokój się. Ale masz pietra. -ciemnowłosy właściciel głosu próbował uspokoić towarzysza.
-Nie Syriuszu. To się robi chore! Co będzie jak ona dowie się całej prawdy? Dowie się kim jest Remus?!-rzekł spanikowanym głosem Potter.
-Nie rozumiem Cię co ty w niej widzisz, James. W Hogwarcie jest wiele seksownych dziewczyn, które czekają na każde twoje skinienie palcem! -krzyknął Black. Coraz bardziej zaciekawiona odłożyłam książkę po czym zaczęłam przybliżać się do rozmawiających postaci.
-Ja ją kocham, nie rozumiesz?! A jako mój najlepszy kumpel powinieneś mnie wspierać!
-Już dawno powinieneś zauważyć, że twoje wygłupy na nią nie działają. -rzekł Syriusz, a ja całym sercem się z nim zgadzałam. W końcu nie wytrzymałam.-Możecie przestać mnie obgadywać? -zapytałam złowrogim tonem. Ich reakcja była natychmiastowa: oboje odskoczyli od siebie jak sparaliżowani. Black zaczął kurczowo trzymać się fotela, a Potter..
Potter bezczelnie podszedł i objął mnie w talii.
-Ciekawe jak, skoro siedzisz w mojej głowie dwadzieścia cztery na dobę. -powiedział uwodzicielskim głosem, ale na mnie to nie zadziałało. Miałam to gdzieś.
-Puszczaj! -warknęłam po czym zaczęłam się wyrywać. Nic, nadal stałam w jego objęciach. - No puszczaj!
Z twarzy Pottera zniknął uśmiech, po czym z kamienną twarzą odszedł do swojego Dormitorium.
Black chwile się na mnie popatrzył po czym szybko pobiegł za swoim towarzyszem, zostawiając mnie z mętlikiem w głowie.
~~***~~
Do dormitorium wparowałem wkurzony jak nigdy. Co ona sobie myśli, że ja nie mam uczuć?!
Że mnie nie rani?! To w takim razie bardzo się myli, oj bardzo.
Zrezygnowany położyłem się na swoim łóżku. Jak ona mogła?
Po chwili zasnąłem myślami błądząc o Lily Evans.
~~***~~
Po kąpieli czułam się jak nowo narodzona i nawet żaden Potter by tego nie popsuł.
Zrezygnowana położyłam się na łóżku. Próbowałam zasnąć, lecz rozmowa Pottera z Blackiem wciąż dźwięczała mi w uszach.
Czyżby Remus miał jakąś tajemnice? No i słowa Pottera o mnie.. Nie, to przecież jest z pewnością naciągane.
Zamknęłam oczy i znalazłam się w zupełnie innym świecie.
Dwie dziewczynki huśtały się na huśtawce, a zza krzaków obserwował je chudy chłopiec o długich, czarnych włosach. Poszczególne części jego stroju tak do siebie nie pasowały, że wyglądało to na świadomy wybór: przykrótkie dżinsy, dziwaczna, przypominająca damską bluzkę koszula i obszerna, wyświechtana peleryna, która śmiało mogła należeć do dorosłego.
- Lily, nie rób tego! - krzyknęła starsza siostra.
Ale dziewczynka rozhuśtała się bardzo wysoko i wyleciała w powietrze – dosłownie wyleciała! - wybuchając radosnym śmiechem, jednak zamiast zwalić się z łoskotem na asfalt, którym wylany był plac zabaw, zawisła w powietrzu jak artystka pod kopułą cyrku, po czym wylądowała lekko, na pewno zbyt lekko jak na taką wysokość.
- Mama ci mówiła, żebyś tego nie robiła! - Petunia zatrzymała huśtawkę, szorując sandałami po asfalcie. Zeskoczyła z niej i stanęła, trzymając się pod boki.
- Lily, mama mówiła, że ci nie wolno!
- Przecież nic mi się nie stało! - odparła Lily, chichocąc. - Tuniu, popatrz na to. Zobacz, co potrafię.
Tak, nadal pamiętała ten pamiętny dzień. Wtedy jeszcze ona i jej siostra Petunia były przyjaciółkami.
Petunia rozejrzała się. Na placu zabaw nie było nikogo prócz nich i Snape’a, o którego obecności nie wiedziały. Lily podniosła kwiatek opadły z krzaka, za którym krył się Snape. W Petunii ciekawość najwyraźniej zwyciężyła strach, bo podeszła do niej. Lily wyciągnęła rękę. Kwiat leżał na jej dłoni, rozchylając i zwijając płatki jak jakaś dziwna ostryga.
- Przestań! - krzyknęła Petunia.
- Przecież to cię nie boli - odpowiedziała Lily, ale zamknęła dłoń i odrzuciła kwiat na ziemię.
- Tego nie wolno robić - powiedziała Petunia, ale jej oczy powędrowały za opadającym powoli kwiatem. - Jak ty to robisz? - zapytała, a w jej głosie wyraźnie zabrzmiała zazdrość.
Lily dobrze wiedziała co się za chwile stanie.. Po chwili czuła jak na myśl o tym wydarzeniu, jej żądek drastycznie się kurczy..
- To chyba oczywiste, nie? - zawołał Snape, nie mogąc się już dłużej powstrzymać, i wyskoczył zza krzaka.
Petunia wrzasnęła i szybko uciekła w stronę huśtawek, ale Lily, choć trochę wystraszona, nie ruszyła się z miejsca. Na ziemistych policzkach Snape’a pojawił się blady rumieniec.
- Co jest oczywiste? - zapytała Lily.
Snape był wyraźnie podekscytowany. Zerknął nerwowo na Petunię kręcącą się przy huśtawkach, po czym zniżył głos i powiedział:
- Wiem, kim jesteś.
- O co ci chodzi?
- Jesteś... jesteś czarownicą.
Zrobiła obrażoną minę.
- Nie wolno tak przezywać!
Uniosła dumnie głowę i pomaszerowała w stronę siostry.
- Nie! - zawołał Snape, teraz już cały czerwony na twarzy.
Siostry zmierzyły go krytycznym spojrzeniem, trzymając się jednego słupka huśtawki, jakby dawało im to poczucie bezpieczeństwa.
- Bo jesteś - zwrócił się Snape do Lily. - Jesteś czarownicą. Obserwuję cię od pewnego czasu. Ale nie ma w tym nic złego. Moja mama też jest czarownicą, a ja jestem czarodziejem.
Petunia parsknęła drwiącym śmiechem.
- Czarodziejem, akurat! - zawołała, odzyskując odwagę po wstrząsie, jakim było jego nagłe pojawienie się na placu zabaw. - Wiem, kim jesteś. Jesteś chłopakiem od Snape’ów. Oni mieszkają w Spinner’s End, nad rzeką - wyjaśniła, zwracając się do Lily, a po tonie jej głosu można było poznać, że taki adres źle o kimś świadczy. - Dlaczego nas szpiegujesz?
- Wcale nie szpieguję - odrzekł Snape. Czuł się fatalnie, bo był cały spocony i wstydził się swoich brudnych, tłustych włosów. - W każdym razie ciebie na pewno nie – dodał złośliwie. - Jesteś mugolką.
Petunia najwyraźniej nie znała tego słowa, ale wystarczył jej ton, jakim to powiedział.
- Lily, chodź, idziemy! - powiedziała ostro.
Lily poszła za nią posłusznie, na pożegnanie obrzucając Snape’a wyzywającym spojrzeniem. Stał, patrząc, jak idą przez plac zabaw...
Wtedy nie uwierzyła Severusowi. Teraz jednak, z biegiem lat wiedziała, że mówił prawdę..
Znajdowali się w jakimś zagajniku. Nieco dalej, za drzewami, migotała w słońcu rzeka. Cień drzew tworzył chłodną, zieloną kryjówkę. Dwoje dzieci siedziało po turecku naprzeciw siebie. Tym razem Snape zdjął pelerynę, a jego stara koszula nie raziła tak w półcieniu.
- ...i ministerstwo może cię ukarać za uprawianie czarów poza szkołą. Przysyłają list.
- Przecież uprawiałam czary poza szkołą!
- Bo my jeszcze możemy. Jeszcze nie mamy różdżek. Póki jesteś dzieckiem, nic ich nie obchodzisz. Ale jak tylko skończysz jedenaście lat - dodał z ważną miną - i zaczną cię szkolić, to już musisz uważać.
Na chwilę zapadło milczenie. Lily podniosła z ziemi gałązkę i zakręciła nią w powietrzu, wyobrażając sobie iskry tryskające z jej końca. Potem odrzuciła gałązkę, nachyliła się do chłopca i powiedziała:
- Ale to jest prawda, co? To nie żart? Petunia mówi, że mnie okłamujesz. Mówi, że nie ma żadnego Hogwartu. A on jest naprawdę, tak?
- Jest, ale tylko dla nas. Dla niej nie. Ale my dostaniemy listy. Ty i ja.
- Naprawdę? - szepnęła Lily.
- Oczywiście - odrzekł Snape i mimo źle obciętych włosów i dziwacznego stroju sprawiał teraz wrażenie kogoś ważnego, pewnego siebie i całkowicie wierzącego w swoje przeznaczenie.
- A ten list naprawdę przyniesie sowa?
- Zwykle tak jest. Ale ty urodziłaś się w mugolskiej rodzinie, więc przyjdzie ktoś ze szkoły, żeby wyjaśnić to wszystko twoim rodzicom.
- To coś zmienia, że urodziłam się w mugolskiej rodzinie?
Snape zawahał się. Jego czarne oczy, płonące entuzjazmem w zielonym półcieniu, przebiegły po jej bladej twarzy i ciemnorudych włosach.
- Nie - powiedział. - To niczego nie zmienia.
Niczego nie zmienia?! Lily teraz na prawdę się wkurzyła. Teraz wszystkie osoby, które urodziły się w mugolskiej rodzinie, Severus wraz z innymi Ślizgonami nazywał szlamami. Ciekawe, czy ją też tak nazwie.
Wyciągnęła się na zasłanej liśćmi murawie i patrzyła na zielony baldachim nad nimi. Pochłaniał ją wzrokiem, jak wówczas, na placu zabaw.
- Severusie...
Lekki uśmiech wykrzywił mu usta, gdy wypowiedziała jego imię.
- Co?
- Opowiedz mi znowu o dementorach.
- A po co chcesz o nich wiedzieć?
- No bo jak użyję czarów poza szkołą...
- Za coś takiego nie wydadzą cię dementorom! W ich ręce wpadają tylko ci, którzy zrobią coś naprawdę złego. Oni strzegą więzienia czarodziejów, Azkabanu. Ty tam nie trafisz, ty jesteś zbyt...
Znowu się zaczerwienił i podarł na strzępy kilka liści. Nagle coś zaszeleściło i odwrócili się gwałtownie. Petunia, ukrywająca się za drzewem, straciła równowagę.
- Tunia! - zawołała Lily, zaskoczona, ale i ucieszona.
Snape zerwał się na nogi.
- No i kto teraz szpieguje?! - krzyknął. - Czego chcesz?
Petunia oddychała ciężko, przestraszona, że nakryli ją na podglądaniu.
- A co ty masz na sobie? - zapytała, wskazując na pierś Snape’a. - To bluzka twojej mamy?
Trzasnęło i spadła wisząca nad nią gałąź. Lily krzyknęła. Gałąź zaczepiła o ramię Petunii, która cofnęła się chwiejnie i wybuchnęła płaczem.
- Tuniu!
Ale Petunia już uciekała. Lily wytrzeszczyła oczy na Snape’a
- Ty to zrobiłeś?
- Nie - odpowiedział z wyzywającą, ale i trochę przestraszoną miną.
- To ty! - Zaczęła się od niego oddalać. - Ty to zrobiłeś! Skrzywdziłeś ją!
- Nie... to nie ja!
Ale to kłamstwo nie przekonało Lily. Jeszcze raz spojrzała na niego z wyrzutem i pobiegła za siostrą, a Snape został sam, biedny i zmieszany...
Kiedyś poszła za Petunią w obronę.. Czy teraz by coś takiego zrobiła? Nie, z pewnością nie. Bo teraz... Teraz jest inaczej.
______________________
Od autorki:
Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach. No i zapraszam na swojego aska:
http://ask.fm/zuzannaa11
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz