.

.
.

niedziela, 7 września 2014

04. Bo życie jest dziwne

-Dorocas, proszę. Możemy porozmawiać? -powtórzył swoją prośbę chłopak.
On, Syriusz Black poprosił mnie na rozmowę na osobności. Czy to nie cudowne?
-Ee... Ym.. Jaasne.. - zaczęłam się jąkać po czym spiekłam raka. Nie Dorocas, przecież miałaś już tylu zaliczonych chłopaków więc nie możesz się poddać przy Black'u.
Chłopak wskazał głową na pobliskie drzewo, gdzie razem podeszliśmy.
-A więc o co chodzi? - zapytałam trochę pewniejszym tonem. Bardzo mnie to ciekawiło, co on ode mnie chce.
-Chodzi mi o James'a i Lily. - no tak jasne.. Na mojej twarzy pojawił się wyraz cierpienia. Ile można wałkować w kółko ten sam temat?!
-Ona go nie chce. -mruknęłam pod nosem.
-Ale on ją kocha! Uwierz mi Dorocas, ja też sądzę, że powinien dać sobie spokój, ale widzę jak Rogacz cierpi! -krzyknął Black. Zaskoczona i zezłoszczona pobiegłam w stronę zamku.
Chłopak zatrzymał mnie przy bramie wejściowej.
-To ich sprawa. -warknęłam kiedy przytrzymał mnie przy murze. Muszę przyznać, że było to wspaniałe, ten jego dotyk...
-Wiem, ale nie uważasz, że trzeba im dać coś do zrozumienia?
-Niby co? - spytałam zaskoczona.
-Że albo w te albo we wte! Niech Lily wreszcie się zdecyduje!
-Ale ona jest zdecydowana! Ona go NIE KOCHA! -zaczęłam bronić swojej przyjaciółki. Nie powiem, nie raz mówiłam, aby spojrzała inaczej na Pottera, ale ona ciągle się upierała.
-Ale Dorocas..
-Nie ma żadnego 'ale' Black. Ja też chcę aby byli szczęśliwi, ale to ich sprawa jak postąpią!-krzyknęłam po czym ruszyłam w stronę zamku.


                                         ~~***~~
Niedowierzanie. To jedyna rzecz, która była w mojej głowie.
Że niby ja pragnęłam Pottera?! Pff, to lustro chyba się popsuło.
No nie powiem, dobrze latał na miotle, był TROCHĘ ładny, ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Równie dobrze mógłby nie istnieć.
Ale inaczej uważali inni. Na przykład Dorocas.
Spojrzałam za okno i kompletnie mnie zamurowało. Dorocas i Black stali bardzo blisko siebie przy bramie wejściowej. Najwyraźniej prowadzili ożywioną dyskusję.
Czyżby oni... No nie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła spotykać się z najlepszym kumplem chłopaka, który 'zalecał' się do mnie. Co jak co, ale to było nie fair.
Zmęczona usiadłam na łóżku. Dlaczego nikt nie chciał mnie zrozumieć? Nie wiem.. Każdy mówił, że daje w kość Potterowi. Czy tak było? Tego również nie wiem..
A może jednak jestem zapatrzoną w siebie mądralą? Tego też nie wiem. Już nie umiem rozdzielić prawdy od fałszu... No i najgorsze. Czy Potter na prawdę mnie kocha? Tego już zupełnie nie rozumiem.


                                   ~~***~~
Chaos. To jedyne co było w mojej głowie. Niczego nie mogłem zrozumieć.
Czy Lily jednak coś do mnie czuła oprócz nienawiści? Może tak. Ale czy to nie moje marzenia mi to mówią?
Rozejrzałem się po dormitorium. Syriusza i Petera nie było. Ten drugi to coraz częściej gdzieś znikał. I coraz częściej widywałem go na mapie ze Ślizgonami. Ale może oni mu dokuczają (lub na odwrót?) ?
Spojrzałem na zaczytanego Remusa. On mówił jedno: ,,Nie narzucaj się tak, bo niedługo Lily w ogóle nie będzie chciała Cię znać!''.
Nagle z Pokoju Wspólnego usłyszałem krzyk. Krzyk Lily....

_________
Taa daam! I jak? Dodałam ten rozdział w miarę szybko, bo nie wiem kiedy będzie następny.
Tak więc co o nim sądzicie?
Pozdrawiam,
Autorka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz