.

.
.

środa, 4 lutego 2015

Rozdział Specjalny

Leżeli martwi. On i Ona. Jego najlepszy przyjaciel leżał sztywno, z przerażonymi oczyma wbitymi w przestrzeń. Jego ciemne włosy jak zawsze były w nieładzie. Ale... czy to komuś będzie teraz przeszkadzało?
Czy kobiety będą się za nim nadal oglądały. Nie. Nie, bo nie żył.
Syriusz Black przeszedł dalej. Na końcu korytarza zauważył wyłamane drzwi. Drzwi, które prowadziły do pokoju małej pociechy jego nie żyjących przyjaciół.
Leżała tam. Jej rude włosy ułożyły się w piękną aureolę. Usta ułożone były w niemym okrzyku.
Zaś jej piękne oczy. Jej piękne zielone oczy.. Wpatrywały się przestrzeń, martwe.
Młody Black rozejrzał się po pokoiku. Dachu nie było, przez co w pomieszczeniu było strasznie zimno.
Ale im, to już z pewnością nie przeszkadzało. Byli w końcu tam, gdzie nie zastaną zimna, głodu.
Nie poznają przyjaciół, którzy ich zdradzą.
Dłonie Syriusza zacisnęły się w pięści odruchowo. Gdyby mógł, udusiłby Peter'a własnoręcznie.
Ale potem sam siebie by zabił. Dwa słowa. Avada Kedavra. Zaklęcie natychmiastowej śmierci.
Zaklęcie, które zabiło jego przyjaciół. I miało zabić jego. Brzydził się samego siebie.
Mógł nie proponować Petera na Strażnika Tajemnicy. Mógłby on  sam nim być, mimo, że Śmierciożercy od razu by się domyślili. Był jeszcze co prawda  Lupin, ale jego nie warto było winić. Remus i tak był w niebezpieczeństwie.
-Mamo..
Syriusz odwrócił się błyskawicznie. Małe dziecko wyciągało swoje tłuste rączki w kierunku martwej matki.
Martwej Lily.
-Mamo..
W oczach Blacka zaszkliły łzy. Ten maluch został sierotą. Nawet nie zastanawiał się dlaczego mały przeżył.
Po prostu go przytulił.
-Mamusia nie żyje. -szepnął cicho Syriusz, a po policzku spłynęła łza.
- Tato? - spytał maluch.
Z oczu Syriusza zaczęło wypływać coraz więcej łez.
-Nie ma go..
Dziecko wyciągnęło rączki w kierunku ciała matki. Bezsilny Syriusz postawił je na podłogę i wierzchem dłoni wytarł łzy.
 Harry James Potter poraczkował w kierunku matki i dotknął zimnego policzka rodzicielki.
- M-m-mamo! -zawodziło małe dziecko, widząc jak jego ukochana mamusia, która jeszcze parę godzin temu uśmiechała się do niego szeroko i zabawiała go wraz z jego tatą, leży martwa
Tego Syriusz Black nie wytrzymał. Upadł na kolana i puścił łzy wolno.
-Oni nie żyją Harry.. Nie żyją! Nie żyją przeze mnie! Nigdy, nigdy nie wrócą.
Chłopiec zawtórował mu płaczem i położył się obok matki.
Tak zastał ich Hadgrid.
~~~***~~~
Padał lekki deszczyk. Tłum ludzi zebrał się w Dolinie Godtryka. Każdy chciał uczestniczyć w pogrzebie Potter'ów.
Mały Harry, będący w ramionach Syriusza, nie zwracał uwagi na ludzi, którzy go pocieszali.
Zapłakanymi oczyma wpatrywał się w ciała rodziców, wystawione na widok pod daszkiem.
Nie rozumiał po co to wszystko. Po co te piękne pieśni, przemowy. Wiedział jednak, że straszny człowiek odebrał mu ukochanego tatę i wspaniałą mamę.
-James i Lily Potter'owie byli wspaniałymi czarodziejami. Jednymi z najlepszych. Ich śmierć jest nie tylko stratą dla Harry'ego i bliskich przyjaciół zmarłych, ale i dla świata magii. James umiał dosłownie wszystko. Żaden czar nie był dla niego trudny. Ilu to Śmierciożerców się go bało? Dziesiątki? Setki? Tysiące? Lily również była wspaniałą czarownicą. Umiała rozbroić każdego czarnoksiężnika. Ale to nie najważniejsze. Była wspaniałą żoną i matką. Matką, która umarła, aby chronić syna. Matką, która tak go kochała, jak nikt inny. Matką, która zmarła w miłości do syna. -mówił Minister Magii.
Kiedy nadszedł czas ostatecznego pożegnania ze zmarłymi, Syriusz podszedł wraz z Harry'm do trumny z ciałem James'a. Poprawił mu okulary i poczochrał włosy, które ktoś starannie ułożył.
-Żegnaj Rogaczu. Będę tęsknił. -szepnął mężczyzna. Malutki Harry wychylił się z ramion Syriusza i dotknął dłoni ojca, które w martwym uścisku.
Następnie przeszli do trumny Lily, która była obok.
Lilyanne ubrana była w granatową sukienkę i równie ciemną kamizelkę. Piękne, rude włosy miała zaś rozpuszczone. Harry znowu się rozpłakał po czym wychylił się i dotknął policzka Pani Potter.
-Mama..  Tata... -powiedział, a wszyscy spojrzeli na niego z współczuciem.
Gdy zamknięto trumny i zakopywano je w ziemi, Słońce wyjrzało zza chmur.
Syriusz Black spojrzał w stronę kościoła. Przy rozłożystym dębie, stał James, obejmując Lily. Oboje pomachali mu, po czym rozpłynęli się, gdy ostatnia garstka piachu oddzieliła ich ciała od rzeczywistości.
Zawsze razem...

czwartek, 25 grudnia 2014

09.Źle zaplanowana zemsta

Słońce powoli znikało, a na jego miejsce wchodził księżyc. Szłam spać, aby wreszcie się odprężyć. Nigdzie nie było Dorocas, ale... no może poszła gdzieś z Syriuszem. Nagle coś zapukało do szyby. Była to jedna ze szkolnych sów, a w dziobku miała kopertę. Jak najszybciej otworzyłam okno, a sówka wleciała, upuściła list na moje łóżko i wyleciała oknem. Zamknęłam je i jak najszybciej rzuciłam się w stronę koperty.
                                              Mamy Twoją przyjaciółkę Dorocas. Jeśli chcesz ją z powrotem, przyjdź                                                     dziś o 22:00 nad jezioro. Czekamy.
Zachłysnęłam się powietrzem. Mają moją Dorocas?! Dlaczego życie się tak na mnie uwzięło. Na początku Katherina, potem mama.. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy, ale nie mogłam pozwolić aby emocje miały nade mną przewagę. Musiałam być silna.

                                                           ~~***~~
-Za 10 minut powinna tu być. -oznajmiłem reszcie, a tamta pokiwała głową, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Peter'a nie było -odrabiał szlaban (Huncwot sam ma szlaban? Dziwne). Remus czytał książkę, oparty o jakieś drzewo (,,Mówię Ci James, że masz czas się wycofać. Lily będzie wściekła!''). Zaś Łapa rozmawiał (a raczej flirtował) z Dorocas, która była dokładnie zapoznana z planem.
Minuty biegły bardzo szybko i nawet nie zauważyłem gdy była już dwudziesta druga. Zorientowałem się, gdy usłyszałem kroki.
Syriusz objął mocno Dorocas, wcześniej jednak nakładając pelerynę. Remus westchnął tylko teatralnie i również się przebrał. Ja, od dawna gotowy zaczaiłem się za jednym z drzew.
-Dorocas?? -usłyszałem jej przestraszony głos. Była już blisko.
-Lily!! Lil... -Dorocas świetnie udawała przerażoną zakładniczkę. Uniosłem kciuk w górę.
Usłyszałem jak Evans biegnie, a po chwili objąłem ją w pasie.
-Puszczaj! Pu.... -nie dokończyła, bo przerwałem jej pocałunkiem. Poczułem jak się rozluźnia, ale widocznie nadal zgrywała niedostępną.
-Puść. Mnie. Potter. -wycedziła, uważnie dobierając każde słowo. Łapa i Dor wybuchnęli śmiechem.
-Nie tak prędko Liluś. -szepnąłem jej do ucha, jednocześnie lekko podgryzając jej 'płatek' [od autorki: Nie wiedziałam jak to nazwać xD ].
-Nie nazywaj mnie Li... No nie! Dorocas, ty też?! -wykrzyknęła, cała czerwona na twarzy.
Dorocas zachichotała, aby zaraz spoważnieć.
-Dałabyś mu szanse Lily. Chociaż jedną. -zaskomlała słodko. Gdybym ja był dziewczyną (a na szczęście nie jestem) poddał bym się od razu. No, ale Lily była inna.
-Nie! -krzyknęła wyrywając mi się z uścisku i pobiegła do Zakazanego Lasu.
-Co ty zrobiłeś James! -wykrzyknął Lunatyk.
-A niby co?
-Zapomniałeś, że tam grasuje WAMPIR?! -wykrzyknął przerażony, a mnie zamurowało.
Wampir... Nie myśląc zbyt wiele przemieniłem się w jelenia.

niedziela, 28 września 2014

08. Kłótnia

Jest już połowa października. Dwa dni temu wróciłam z pogrzebu mamy.. Widząc ją w trumnie było mi źle.. Bardzo źle. Nawet nie byłam przy jej ostatnich chwilach. Po prostu ją zawiodłam.
Przechodziłam właśnie korytarzem w Lochach gdy zauważyłam Severusa. Czytał akurat książkę. Gdy uważniej przyjrzałam się jej zauważyłam tytuł : ,,Czarna Magia dla zaawansowanych''.
-Hej Sev!
-Oo.. Lily! -odpowiedział najwyraźniej zmieszany, chowając książkę.
-Znowu czarna magia? -spytałam zdenerwowana. Miałam już po dziurki w nosie jego czarów.
-Ale Lily, zrozum! Ona jest....
-Zła! -przerwałam mu - Zaczynasz być jak prawdziwy Ślizgon, Sev.
Severus zrobił się czerwony na twarzy. Wiedziałam, że już kipi. No, ale to nie moja wina, że tak się on zachowuje.
-A ty Lily, nie jesteś lepsza. Zaczęłaś kumplować się z Potterem i jego bandą! -krzyknął. A ponieważ za chwile miała się odbyć lekcja Eliksirów dla naszego rocznika (Slytherin i Gryffindor) to zaczęło przybywać uczniów. W śród nich był Potter, ale jego nie zauważyłam.
-Czasem Potter jest lepszy od Ciebie!
-Bronisz go?! -Severus zrobił się cały czerwony na twarzy, niczym tło herbu Gryffindoru.
-Nie, ale wiesz co? Gdybym teraz miała wybierać między przyjaźnią z Tobą, a chodzeniem z Potterem, to wybrałabym Jamesa Pottera! -krzyknęłam, ale po chwili tego pożałowałam. Właśnie zobaczyłam, że sam James Potter podchodzi do mnie.
-No, no Lily. Mogłaś mi powiedzieć już dawno, że mnie kochasz! -mruknął mi do ucha z uśmiechem na twarzy.
I nagle.... CHLAST! Potter dostał ode mnie z liścia w jeden policzek. CHLAST! Dostał w drugi.
-Za co? -spytał masując sobie obolałe miejsca.
-Ty wredna świnio! Nigdy nie będę Cię kochała! -krzyknęłam po czym pobiegłam do klasy, ponieważ właśnie profesor Slughorn wchodził tam.
Lekcja minęła nawet spokojnie, jeśli nie licząc rozwścieczonych spojrzeń Severus'a Snape'a i Jamesa Pottera.
                                            ~~~***~~~
Czułem się... upokorzony. Tak! To oto słowo zawierało wszystkie moje aktualne uczucia. Kochałem ją, ale teraz postanowiłem dać jej nauczkę.
-Co zrobisz, Rogaczu? -spytał z uśmiechem na ustach Syriusz.
-Coś, co będzie dla mnie wspaniałe. Zemsta będzie słodka!

sobota, 27 września 2014

07.Druga okropna wiadomość

Obudziłam się. Po raz drugi zresztą. Wcześniej z powodu koszmaru, ale teraz byłam już spokojna.
Przekręciłam głowę. Chłopak już nie spał i zatroskanym wzrokiem patrzył się na mnie.. Szybko wstałam.
-Oo.. Już wstałaś Liluś. -powiedział z uśmiechem James.
-Jak widzisz.. -warknęłam, po czym dodałam:- I nie mów na mnie Liluś!
-Jeśli tak wolisz...
-Dzięki za wczorajsze.. I..  do zobaczenia na śniadaniu. -powiedziałam spuszczając wzrok po czym pobiegłam do swojego dormitorium.
Rozejrzałam się po nim. Ciemne włosy Dorocas widoczne były na poduszce, a blada ręka Julii wystawała spod kołdry. No tak, to przecież zwykły poranek..
Schodząc na śniadanie przeczuwałam, że dziś stanie się coś złego. I rzeczywiście. Kiedy tak sobie spokojnie jedliśmy dyrektor Dumbledore wstał.
-Moi drodzy. Życzę Wam smacznego i aby dłużej Wam nie przeszkadzać, chcę tylko powiedzieć jedno krótkie zdanie. Proszę pannę Evans do swojego gabinetu zaraz po śniadaniu. To tyle, dziękuje.
Zamarłam. Coś się stało? Czyżby Śmierciożercy zaatakowali moją rodzinę?
Szybko wybiłam z głowy tą myśl. Nie dojadłam już śniadania. Nie mogłam.
Jak we mgle poszłam do Sali Wejściowej. Po paru minutach przyszedł dyrektor. Nic nie mówił, tylko wskazał głową abyśmy szli za nim. Po około 10 minutach stałam w jego gabinecie, przyglądając się portretom jego poprzedników.
-Panno Evans... Ostatnio zaczęło się dziać w Twoim życiu wiele, wieele złego. -powiedział. Na jego słowa przytaknęłam głową a on ciągnął dalej. - I ta wiadomość może być dla Ciebie ciosem.
Przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że ta wiadomość będzie zła.
-Niech pan powie... -wychrypiałam.
-Lily.. Twoja mama... Ona...
Zamknęłam oczy.... Tak to będzie zła wiadomość.
-Ona nie żyje. Została zabita przez Śmierciożerców. -to zdanie wypowiedział z trudem. Nie czekając na pozwolenie wybiegłam z gabinetu...
Dlaczego wszystko robi mi na złe.. Moja kochana mama... Ta sama rudowłosa osóbka, która zawsze mnie wspierała i była dla mnie niczym przyjaciółką... Ona nie żyje..
Zamknęłam oczy i mimowolnie jęknęłam.
-Lily?? Lilka co Ci? -usłyszałam za sobą. To był Remus. Chwile później podbiegła do mnie Dorocas z Julią. Ale odsunęłam je od siebie. Po chwili stał przede mną Potter, przytulił mnie do siebie i pogładził po głowie..
Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu:
-Ona nie żyje.. Moja mama nie żyje....
_________________________
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie mam czasu, bo mam nawał prac domowych.
Wiem, wiem.. Kolejna uśmiercona postać, ale to do czegoś będzie zmierzać.
Pozdrawiam,
Autorka.

niedziela, 14 września 2014

06. Sen, który był dziwnie realistyczny

Po tragicznej śmierci Katheriny zasnęłam w ramionach Pottera. A sen był bardzo dziwny.


Drzwi domu były lekko uchylone, więc bez pukania przeszedł przez próg, nieco zawadzając czubkiem głowy o futrynę drzwi. Rozglądając się po wszystkich pokojach mieszkania, stwierdził, że tu na dole nie ma nikogo.

Wzdrygnęłam się przez sen, który następnie kontynuowałam. 

Jednak gdy wszedł po schodach na górę, dostrzegł pierwszą oznakę nienormalności. Na szczycie schodów leżało nieruchome ciało młodego mężczyzny, jego twarz była blada jak kreda, a oczy wpatrzone gdzieś w dal. Olbrzymi mężczyzna  zachwiał się na nogach opierając się brutalnie o ścianę, z której nieco odpadł tynk.

W tym mężczyźnie bez przeszkód rozpoznałam Hadgrida.

Zerknął raz jeszcze na nieruchome ciało rozczochrańca rozglądając się po korytarzu na którym stał. Nie musiał szukać długo, pierwsze drzwi na prawo leżały bezwładnie na ziemi. Tu w tym pokoju nie było połowy sufitu i dachu. Gruzy i gałęzie drzew leżały tu jeden koło drugiego, lecz jego największą uwagę zwróciła inna rzecz, kobieta.



Kobieta o lśniących rudych włosach, leżała wśród gruzów, jej oczy były mokre od łez, a usta rozwarte w niemym okrzyku. Zielone oczy patrzyły prosto na Hagrida, który instynktownie spuścił wzrok z kobiety, jakby te oczy raniły go bardziej niż widok leżącej jej nie ruchomej na ziemi. Jednak nie mógł się powstrzymać, zerknął na nią raz czy dwa.


Przeraziłam się, bo bez przeszkód (nawet podczas snu) rozpoznałabym siebie. Hadgrid szepnął coś niewyraźnie.

Gdy wydmuchiwał nos, z rozwalonego łóżeczka dosłyszał cichy szloch, szybko minął ciało Lily schylając się ku dziecinnemu łóżeczkowi. Leżał w nim mały bezbronny chłopiec, o czarnej czuprynie, pyzatej twarzy i lśniących zielonych oczach. Chłopiec patrzył na Hagrida ssąc kciuka. Gdy delikatnie podniósł chłopca ten cicho zaszlochał, delikatnie obejmując swoimi rączkami ogromną dłoń Hagrida. Wtem olbrzym dostrzegł dziwną bliznę na czole niemowlęcia, bliznę w kształcie błyskawicy.


- Malusi Harry - wyszeptał Hagrid obserwując dzieciątko - Nie bój się, Hagrid nie zrobi ci krzywdy. Hagrid zabierze cię stąd - powiedział okrywając małego Harry'ego grubym kocem.
- Mama - szepnął niewyraźnie Harry wskazując drobną rączką na leżącą Lily.
- Taak... mamusia - jęknął Hagrid rozklejając się na dobre.

Nagle obudziłam się. Ten sen... Był koszmarny. Cała byłam spocona, a siedzący obok  mnie Potter patrzył się na mnie przerażony..
-Lily, co Ci? - spytał.
-On...
-Co on?
-Byłam martwa...-szepnęłam.
-To był sen! 
-Nie, to nie był sen. Był zbyt realistyczny. Byliśmy w Dolinie Godtryka.
-Jak to BYLIŚMY? -spytał zdezorientowany.
-Ty też byłeś martwy. Hadgrid nas znalazł. A potem znalazł małego chłopca, który... -urwałam. Nie chciałam niczym się dzielić z Potterem. Zwłaszcza,że coś mi mówiło, że to właśnie my byliśmy rodzicami chłopca. No a na pewno ja.
Chłopak przytulił mnie do siebie, a ja cicho zaszlochałam w jego koszulę. Byłam już bezpieczna.
_______________
Nie wiem czemu po dodani zdjęcia tekst zrobił się biały ale trudno, może to usunę.

poniedziałek, 8 września 2014

05. Nieszczęście, które spowodowało naszą bliskość.

Postanowiłam pójść do Pokoju Wspólnego. Może porozmawiam z kimś kto mi dobrze doradzi.
Kiedy już tam się znalazłam zobaczyłam przerażający widok. Martwe ciało mojej przyjaciółki z dormiotrium - Katheriny oraz demenotra.. Mimowolnie krzyknęłam z rozpaczą. Obślizgłe łapska dementora skierowały się w moją stronę.
-EXPECTO PATRONUM!! -usłyszałam.. Był to Potter, który trzymał przed sobą różdżkę, z której wyskoczył piękny jeleń.
Rozejrzałam się po pokoju. Aktualnie nikogo oprócz mnie i Jamesa (nie licząc martwego ciała Katheriny) nie było. Wszyscy byli na kolacji.
-Lily, nic Ci nie jest? -spytał zatroskanym tonem chłopak. Zaczęłam płakać.
-Ka..Katherina.. -wyjąkałam przez łzy. Dopiero teraz Potter zobaczył jej ciało. Cały zbladł.
-Pocałunek dementora.. -wyszeptał. Tak, miał rację. Pocałunek dementora odebrał życie mojej współlokatorce. Czy gdybym przybyła tu wcześniej ona jeszcze by żyła? No ale bez Pottera bym sobie nie poradziła. Zaklęcie patronusa (takie potężne) umie wyczarować tylko potężny czarodziej. Tak ogólnie mieliśmy to przerabiać za miesiąc. No i za miesiąc za późno...
-Dziękuje... -wyszeptałam po czym wtuliłam się w Pottera. Nie wiem czemu, po prostu coś mnie tchnęło.
-Lily.. Nic Ci nie jest? Na pewno? -spytał chłopak. Spojrzałam na jego  twarz. W jego czekoladowych oczach widoczne było zmartwienie.. Jakie on ma piękne oczy...
-Tak.. Gdyby nie ty... -urwałam po czym spojrzałam się na bezwładne ciało koleżanki. Jej jasne blond włosy otaczały jej głowę niczym aureola.
-Spokojnie.. -zaczął mnie uspokajać chłopak.
-Lil... AAAAAAAAAAA!!! -usłyszałam krzyk Dorocas. Była z Syriuszem. Widząc całe zdarzenie oboje stali się bladzi.                               -Trzeba powiadomić Dumbledore'a. I to jak najszybciej.-powiedział cicho Black. Potter pomógł mi usiąść na fotelu.
-Jak to się stało?-po raz pierwszy zabrała głos Dorocas.
-Weszłam tu.. i Katherine... ona była już martwa.. a obok był dementor... Chciał mi chyba... też.. coś zrobić, ale James mnie uratował.-wyszeptałam przerażona, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi, że nazwałam Pottera po imieniu.
-Dziękuje James. -powiedziała moja przyjaciółka po czym podeszła i przytuliła mnie.
-Chyba pójdziemy.. -mruknął pod nosem Potter po czym ruszył w stronę portretu.
-Nie, zostań! -krzyknęłam spanikowana. Black, Dorocas i sam Potter zrobili zdumione miny.
-Ale...
-Nie James! Proszę, nie dam sobie rady. -poczułam, że się rumienie. Ja poprosiłam o coś Pottera?!
Potter i Black wymienili wymowne spojrzenia po czym ten pierwszy przytulił mnie do siebie.
-No to... Choć Dorocas. -powiedział Black po czym wraz z moją przyjaciółką ruszyli w kierunku wyjścia.

                               ~~***~~
Spała. Lilyanne Evans spała w moich ramionach słodko uśmiechając się przez sen. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie powiem, szkoda mi Katheriny, ale dzięki temu zbliżyłem się do Evans.. Choć nie, nie powinienem tak myśleć. Ona nie żyje... Spojrzałem raz jeszcze na śpiącą w mych objęciach dziewczynę.
Tak bardzo pragnąłem aby była tylko i wyłącznie moja....


______________________
I jak wam się podoba? Piszcie prosze swoją opinie.

niedziela, 7 września 2014

Sowia Poczta

Moi drodzy.
Macie do mnie jakieś pytanie? Zapraszam na mojego ask'a założonego specjalnie na potrzeby blogów.
http://ask.fm/zuzannaa11