.

.
.

niedziela, 28 września 2014

08. Kłótnia

Jest już połowa października. Dwa dni temu wróciłam z pogrzebu mamy.. Widząc ją w trumnie było mi źle.. Bardzo źle. Nawet nie byłam przy jej ostatnich chwilach. Po prostu ją zawiodłam.
Przechodziłam właśnie korytarzem w Lochach gdy zauważyłam Severusa. Czytał akurat książkę. Gdy uważniej przyjrzałam się jej zauważyłam tytuł : ,,Czarna Magia dla zaawansowanych''.
-Hej Sev!
-Oo.. Lily! -odpowiedział najwyraźniej zmieszany, chowając książkę.
-Znowu czarna magia? -spytałam zdenerwowana. Miałam już po dziurki w nosie jego czarów.
-Ale Lily, zrozum! Ona jest....
-Zła! -przerwałam mu - Zaczynasz być jak prawdziwy Ślizgon, Sev.
Severus zrobił się czerwony na twarzy. Wiedziałam, że już kipi. No, ale to nie moja wina, że tak się on zachowuje.
-A ty Lily, nie jesteś lepsza. Zaczęłaś kumplować się z Potterem i jego bandą! -krzyknął. A ponieważ za chwile miała się odbyć lekcja Eliksirów dla naszego rocznika (Slytherin i Gryffindor) to zaczęło przybywać uczniów. W śród nich był Potter, ale jego nie zauważyłam.
-Czasem Potter jest lepszy od Ciebie!
-Bronisz go?! -Severus zrobił się cały czerwony na twarzy, niczym tło herbu Gryffindoru.
-Nie, ale wiesz co? Gdybym teraz miała wybierać między przyjaźnią z Tobą, a chodzeniem z Potterem, to wybrałabym Jamesa Pottera! -krzyknęłam, ale po chwili tego pożałowałam. Właśnie zobaczyłam, że sam James Potter podchodzi do mnie.
-No, no Lily. Mogłaś mi powiedzieć już dawno, że mnie kochasz! -mruknął mi do ucha z uśmiechem na twarzy.
I nagle.... CHLAST! Potter dostał ode mnie z liścia w jeden policzek. CHLAST! Dostał w drugi.
-Za co? -spytał masując sobie obolałe miejsca.
-Ty wredna świnio! Nigdy nie będę Cię kochała! -krzyknęłam po czym pobiegłam do klasy, ponieważ właśnie profesor Slughorn wchodził tam.
Lekcja minęła nawet spokojnie, jeśli nie licząc rozwścieczonych spojrzeń Severus'a Snape'a i Jamesa Pottera.
                                            ~~~***~~~
Czułem się... upokorzony. Tak! To oto słowo zawierało wszystkie moje aktualne uczucia. Kochałem ją, ale teraz postanowiłem dać jej nauczkę.
-Co zrobisz, Rogaczu? -spytał z uśmiechem na ustach Syriusz.
-Coś, co będzie dla mnie wspaniałe. Zemsta będzie słodka!

sobota, 27 września 2014

07.Druga okropna wiadomość

Obudziłam się. Po raz drugi zresztą. Wcześniej z powodu koszmaru, ale teraz byłam już spokojna.
Przekręciłam głowę. Chłopak już nie spał i zatroskanym wzrokiem patrzył się na mnie.. Szybko wstałam.
-Oo.. Już wstałaś Liluś. -powiedział z uśmiechem James.
-Jak widzisz.. -warknęłam, po czym dodałam:- I nie mów na mnie Liluś!
-Jeśli tak wolisz...
-Dzięki za wczorajsze.. I..  do zobaczenia na śniadaniu. -powiedziałam spuszczając wzrok po czym pobiegłam do swojego dormitorium.
Rozejrzałam się po nim. Ciemne włosy Dorocas widoczne były na poduszce, a blada ręka Julii wystawała spod kołdry. No tak, to przecież zwykły poranek..
Schodząc na śniadanie przeczuwałam, że dziś stanie się coś złego. I rzeczywiście. Kiedy tak sobie spokojnie jedliśmy dyrektor Dumbledore wstał.
-Moi drodzy. Życzę Wam smacznego i aby dłużej Wam nie przeszkadzać, chcę tylko powiedzieć jedno krótkie zdanie. Proszę pannę Evans do swojego gabinetu zaraz po śniadaniu. To tyle, dziękuje.
Zamarłam. Coś się stało? Czyżby Śmierciożercy zaatakowali moją rodzinę?
Szybko wybiłam z głowy tą myśl. Nie dojadłam już śniadania. Nie mogłam.
Jak we mgle poszłam do Sali Wejściowej. Po paru minutach przyszedł dyrektor. Nic nie mówił, tylko wskazał głową abyśmy szli za nim. Po około 10 minutach stałam w jego gabinecie, przyglądając się portretom jego poprzedników.
-Panno Evans... Ostatnio zaczęło się dziać w Twoim życiu wiele, wieele złego. -powiedział. Na jego słowa przytaknęłam głową a on ciągnął dalej. - I ta wiadomość może być dla Ciebie ciosem.
Przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że ta wiadomość będzie zła.
-Niech pan powie... -wychrypiałam.
-Lily.. Twoja mama... Ona...
Zamknęłam oczy.... Tak to będzie zła wiadomość.
-Ona nie żyje. Została zabita przez Śmierciożerców. -to zdanie wypowiedział z trudem. Nie czekając na pozwolenie wybiegłam z gabinetu...
Dlaczego wszystko robi mi na złe.. Moja kochana mama... Ta sama rudowłosa osóbka, która zawsze mnie wspierała i była dla mnie niczym przyjaciółką... Ona nie żyje..
Zamknęłam oczy i mimowolnie jęknęłam.
-Lily?? Lilka co Ci? -usłyszałam za sobą. To był Remus. Chwile później podbiegła do mnie Dorocas z Julią. Ale odsunęłam je od siebie. Po chwili stał przede mną Potter, przytulił mnie do siebie i pogładził po głowie..
Stanęłam na palcach i wyszeptałam mu:
-Ona nie żyje.. Moja mama nie żyje....
_________________________
Wybaczcie, że taki krótki, ale nie mam czasu, bo mam nawał prac domowych.
Wiem, wiem.. Kolejna uśmiercona postać, ale to do czegoś będzie zmierzać.
Pozdrawiam,
Autorka.

niedziela, 14 września 2014

06. Sen, który był dziwnie realistyczny

Po tragicznej śmierci Katheriny zasnęłam w ramionach Pottera. A sen był bardzo dziwny.


Drzwi domu były lekko uchylone, więc bez pukania przeszedł przez próg, nieco zawadzając czubkiem głowy o futrynę drzwi. Rozglądając się po wszystkich pokojach mieszkania, stwierdził, że tu na dole nie ma nikogo.

Wzdrygnęłam się przez sen, który następnie kontynuowałam. 

Jednak gdy wszedł po schodach na górę, dostrzegł pierwszą oznakę nienormalności. Na szczycie schodów leżało nieruchome ciało młodego mężczyzny, jego twarz była blada jak kreda, a oczy wpatrzone gdzieś w dal. Olbrzymi mężczyzna  zachwiał się na nogach opierając się brutalnie o ścianę, z której nieco odpadł tynk.

W tym mężczyźnie bez przeszkód rozpoznałam Hadgrida.

Zerknął raz jeszcze na nieruchome ciało rozczochrańca rozglądając się po korytarzu na którym stał. Nie musiał szukać długo, pierwsze drzwi na prawo leżały bezwładnie na ziemi. Tu w tym pokoju nie było połowy sufitu i dachu. Gruzy i gałęzie drzew leżały tu jeden koło drugiego, lecz jego największą uwagę zwróciła inna rzecz, kobieta.



Kobieta o lśniących rudych włosach, leżała wśród gruzów, jej oczy były mokre od łez, a usta rozwarte w niemym okrzyku. Zielone oczy patrzyły prosto na Hagrida, który instynktownie spuścił wzrok z kobiety, jakby te oczy raniły go bardziej niż widok leżącej jej nie ruchomej na ziemi. Jednak nie mógł się powstrzymać, zerknął na nią raz czy dwa.


Przeraziłam się, bo bez przeszkód (nawet podczas snu) rozpoznałabym siebie. Hadgrid szepnął coś niewyraźnie.

Gdy wydmuchiwał nos, z rozwalonego łóżeczka dosłyszał cichy szloch, szybko minął ciało Lily schylając się ku dziecinnemu łóżeczkowi. Leżał w nim mały bezbronny chłopiec, o czarnej czuprynie, pyzatej twarzy i lśniących zielonych oczach. Chłopiec patrzył na Hagrida ssąc kciuka. Gdy delikatnie podniósł chłopca ten cicho zaszlochał, delikatnie obejmując swoimi rączkami ogromną dłoń Hagrida. Wtem olbrzym dostrzegł dziwną bliznę na czole niemowlęcia, bliznę w kształcie błyskawicy.


- Malusi Harry - wyszeptał Hagrid obserwując dzieciątko - Nie bój się, Hagrid nie zrobi ci krzywdy. Hagrid zabierze cię stąd - powiedział okrywając małego Harry'ego grubym kocem.
- Mama - szepnął niewyraźnie Harry wskazując drobną rączką na leżącą Lily.
- Taak... mamusia - jęknął Hagrid rozklejając się na dobre.

Nagle obudziłam się. Ten sen... Był koszmarny. Cała byłam spocona, a siedzący obok  mnie Potter patrzył się na mnie przerażony..
-Lily, co Ci? - spytał.
-On...
-Co on?
-Byłam martwa...-szepnęłam.
-To był sen! 
-Nie, to nie był sen. Był zbyt realistyczny. Byliśmy w Dolinie Godtryka.
-Jak to BYLIŚMY? -spytał zdezorientowany.
-Ty też byłeś martwy. Hadgrid nas znalazł. A potem znalazł małego chłopca, który... -urwałam. Nie chciałam niczym się dzielić z Potterem. Zwłaszcza,że coś mi mówiło, że to właśnie my byliśmy rodzicami chłopca. No a na pewno ja.
Chłopak przytulił mnie do siebie, a ja cicho zaszlochałam w jego koszulę. Byłam już bezpieczna.
_______________
Nie wiem czemu po dodani zdjęcia tekst zrobił się biały ale trudno, może to usunę.

poniedziałek, 8 września 2014

05. Nieszczęście, które spowodowało naszą bliskość.

Postanowiłam pójść do Pokoju Wspólnego. Może porozmawiam z kimś kto mi dobrze doradzi.
Kiedy już tam się znalazłam zobaczyłam przerażający widok. Martwe ciało mojej przyjaciółki z dormiotrium - Katheriny oraz demenotra.. Mimowolnie krzyknęłam z rozpaczą. Obślizgłe łapska dementora skierowały się w moją stronę.
-EXPECTO PATRONUM!! -usłyszałam.. Był to Potter, który trzymał przed sobą różdżkę, z której wyskoczył piękny jeleń.
Rozejrzałam się po pokoju. Aktualnie nikogo oprócz mnie i Jamesa (nie licząc martwego ciała Katheriny) nie było. Wszyscy byli na kolacji.
-Lily, nic Ci nie jest? -spytał zatroskanym tonem chłopak. Zaczęłam płakać.
-Ka..Katherina.. -wyjąkałam przez łzy. Dopiero teraz Potter zobaczył jej ciało. Cały zbladł.
-Pocałunek dementora.. -wyszeptał. Tak, miał rację. Pocałunek dementora odebrał życie mojej współlokatorce. Czy gdybym przybyła tu wcześniej ona jeszcze by żyła? No ale bez Pottera bym sobie nie poradziła. Zaklęcie patronusa (takie potężne) umie wyczarować tylko potężny czarodziej. Tak ogólnie mieliśmy to przerabiać za miesiąc. No i za miesiąc za późno...
-Dziękuje... -wyszeptałam po czym wtuliłam się w Pottera. Nie wiem czemu, po prostu coś mnie tchnęło.
-Lily.. Nic Ci nie jest? Na pewno? -spytał chłopak. Spojrzałam na jego  twarz. W jego czekoladowych oczach widoczne było zmartwienie.. Jakie on ma piękne oczy...
-Tak.. Gdyby nie ty... -urwałam po czym spojrzałam się na bezwładne ciało koleżanki. Jej jasne blond włosy otaczały jej głowę niczym aureola.
-Spokojnie.. -zaczął mnie uspokajać chłopak.
-Lil... AAAAAAAAAAA!!! -usłyszałam krzyk Dorocas. Była z Syriuszem. Widząc całe zdarzenie oboje stali się bladzi.                               -Trzeba powiadomić Dumbledore'a. I to jak najszybciej.-powiedział cicho Black. Potter pomógł mi usiąść na fotelu.
-Jak to się stało?-po raz pierwszy zabrała głos Dorocas.
-Weszłam tu.. i Katherine... ona była już martwa.. a obok był dementor... Chciał mi chyba... też.. coś zrobić, ale James mnie uratował.-wyszeptałam przerażona, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi, że nazwałam Pottera po imieniu.
-Dziękuje James. -powiedziała moja przyjaciółka po czym podeszła i przytuliła mnie.
-Chyba pójdziemy.. -mruknął pod nosem Potter po czym ruszył w stronę portretu.
-Nie, zostań! -krzyknęłam spanikowana. Black, Dorocas i sam Potter zrobili zdumione miny.
-Ale...
-Nie James! Proszę, nie dam sobie rady. -poczułam, że się rumienie. Ja poprosiłam o coś Pottera?!
Potter i Black wymienili wymowne spojrzenia po czym ten pierwszy przytulił mnie do siebie.
-No to... Choć Dorocas. -powiedział Black po czym wraz z moją przyjaciółką ruszyli w kierunku wyjścia.

                               ~~***~~
Spała. Lilyanne Evans spała w moich ramionach słodko uśmiechając się przez sen. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie powiem, szkoda mi Katheriny, ale dzięki temu zbliżyłem się do Evans.. Choć nie, nie powinienem tak myśleć. Ona nie żyje... Spojrzałem raz jeszcze na śpiącą w mych objęciach dziewczynę.
Tak bardzo pragnąłem aby była tylko i wyłącznie moja....


______________________
I jak wam się podoba? Piszcie prosze swoją opinie.

niedziela, 7 września 2014

Sowia Poczta

Moi drodzy.
Macie do mnie jakieś pytanie? Zapraszam na mojego ask'a założonego specjalnie na potrzeby blogów.
http://ask.fm/zuzannaa11

04. Bo życie jest dziwne

-Dorocas, proszę. Możemy porozmawiać? -powtórzył swoją prośbę chłopak.
On, Syriusz Black poprosił mnie na rozmowę na osobności. Czy to nie cudowne?
-Ee... Ym.. Jaasne.. - zaczęłam się jąkać po czym spiekłam raka. Nie Dorocas, przecież miałaś już tylu zaliczonych chłopaków więc nie możesz się poddać przy Black'u.
Chłopak wskazał głową na pobliskie drzewo, gdzie razem podeszliśmy.
-A więc o co chodzi? - zapytałam trochę pewniejszym tonem. Bardzo mnie to ciekawiło, co on ode mnie chce.
-Chodzi mi o James'a i Lily. - no tak jasne.. Na mojej twarzy pojawił się wyraz cierpienia. Ile można wałkować w kółko ten sam temat?!
-Ona go nie chce. -mruknęłam pod nosem.
-Ale on ją kocha! Uwierz mi Dorocas, ja też sądzę, że powinien dać sobie spokój, ale widzę jak Rogacz cierpi! -krzyknął Black. Zaskoczona i zezłoszczona pobiegłam w stronę zamku.
Chłopak zatrzymał mnie przy bramie wejściowej.
-To ich sprawa. -warknęłam kiedy przytrzymał mnie przy murze. Muszę przyznać, że było to wspaniałe, ten jego dotyk...
-Wiem, ale nie uważasz, że trzeba im dać coś do zrozumienia?
-Niby co? - spytałam zaskoczona.
-Że albo w te albo we wte! Niech Lily wreszcie się zdecyduje!
-Ale ona jest zdecydowana! Ona go NIE KOCHA! -zaczęłam bronić swojej przyjaciółki. Nie powiem, nie raz mówiłam, aby spojrzała inaczej na Pottera, ale ona ciągle się upierała.
-Ale Dorocas..
-Nie ma żadnego 'ale' Black. Ja też chcę aby byli szczęśliwi, ale to ich sprawa jak postąpią!-krzyknęłam po czym ruszyłam w stronę zamku.


                                         ~~***~~
Niedowierzanie. To jedyna rzecz, która była w mojej głowie.
Że niby ja pragnęłam Pottera?! Pff, to lustro chyba się popsuło.
No nie powiem, dobrze latał na miotle, był TROCHĘ ładny, ale nigdy mnie do niego nie ciągnęło. Równie dobrze mógłby nie istnieć.
Ale inaczej uważali inni. Na przykład Dorocas.
Spojrzałam za okno i kompletnie mnie zamurowało. Dorocas i Black stali bardzo blisko siebie przy bramie wejściowej. Najwyraźniej prowadzili ożywioną dyskusję.
Czyżby oni... No nie, moja najlepsza przyjaciółka zaczęła spotykać się z najlepszym kumplem chłopaka, który 'zalecał' się do mnie. Co jak co, ale to było nie fair.
Zmęczona usiadłam na łóżku. Dlaczego nikt nie chciał mnie zrozumieć? Nie wiem.. Każdy mówił, że daje w kość Potterowi. Czy tak było? Tego również nie wiem..
A może jednak jestem zapatrzoną w siebie mądralą? Tego też nie wiem. Już nie umiem rozdzielić prawdy od fałszu... No i najgorsze. Czy Potter na prawdę mnie kocha? Tego już zupełnie nie rozumiem.


                                   ~~***~~
Chaos. To jedyne co było w mojej głowie. Niczego nie mogłem zrozumieć.
Czy Lily jednak coś do mnie czuła oprócz nienawiści? Może tak. Ale czy to nie moje marzenia mi to mówią?
Rozejrzałem się po dormitorium. Syriusza i Petera nie było. Ten drugi to coraz częściej gdzieś znikał. I coraz częściej widywałem go na mapie ze Ślizgonami. Ale może oni mu dokuczają (lub na odwrót?) ?
Spojrzałem na zaczytanego Remusa. On mówił jedno: ,,Nie narzucaj się tak, bo niedługo Lily w ogóle nie będzie chciała Cię znać!''.
Nagle z Pokoju Wspólnego usłyszałem krzyk. Krzyk Lily....

_________
Taa daam! I jak? Dodałam ten rozdział w miarę szybko, bo nie wiem kiedy będzie następny.
Tak więc co o nim sądzicie?
Pozdrawiam,
Autorka.

sobota, 6 września 2014

03. Ulga

Przechodziłam właśnie jednym z korytarzy na trzecim piętrze... Czułam się źle.. I to bardzo.
Nie potrzebnie co rusz naskakuje na Pottera. Może powinnam mu to normalniej wytłumaczyć?
No i nasuwa się pytanie... Skąd wiem, że zraniłam Jamesa Pottera? A stąd, że chodzi jakiś nieobecny i co jakiś czas spogląda na mnie tęsknym wzrokiem.
Miałam już wracać do Wierzy Gryffindoru,  gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Zamarłam..
Ostrożnie wychyliłam się.. To był Potter i był dokładnie za rogiem. Zaciekawiona postanowiłam go śledzić.
Chłopak szedł przed siebie pewnie, co oznaczało, że nie raz tutaj był. Po chwili skręcił w boczny korytarz i zniknął za drzwiami.
I nagle w mojej głowie zaczęła się walka. Może powinnam za nim iść? Ale to przecież Potter, jeden z Huncwotów... Ale przecież może się mu coś stać.. No ale znowu zna ten zamek chyba bardzo dobrze.
No i na koniec końców postanowiłam ruszyć za nim.
Pchnęłam stare drzwi, a one cicho zaskrzypiały. Wzdrygnęłam się na widok tego co zobaczyłam.
Pokój był niemal pusty. Niemal, ponieważ przy jednej z ścian stało lustro, a tuż obok stał Potter.
Nieśmiało przeszłam przez próg.
-Cześć Lily.. - na dźwięk jego głosu aż się przestraszyłam. Nie był taki jak zwykle. Był on dziwnie smutny, zupełnie jakby płakał. Zamknęłam drzwi po czym podeszłam do chłopaka.
-Potter, o co chodzi? -spytałam cicho. Minę miałam zapewne bardzo dziwną bo chłopak uśmiechnął się smutno.
-O nic nie chodzi.. W ogóle ze mną nie jesteś, a ja się staram... -powiedział roztrzęsionym głosem.
-Nie starasz się...Ty robisz wszystko na odwrót..Przez twoje wygłupy, i tak dalej właśnie mnie od siebie oddalasz! -powiedziałam miękkim głosem.. Na prawdę było mi go żal.
-Oj nie ważne.. -powiedział po czym dodał:- Lily, co widzisz w tym lustrze?
Spojrzałam się na nie.. A w odbiciu... Byłam JA ORAZ JAMES POTTER TRZYMAJĄCY SIĘ ZA RĘCE! Szybko spojrzałam się na chłopaka. Nie, on był za daleko. Znowu na lustro - byliśmy przy sobie.
-Widzę nas, trzymających się za ręce. -powiedziałam złowrogim tonem, a Potter cały się rozpromienił.
-Lily, ty tam, gdzieś pod swoją skorupą mnie pragniesz! -krzyknął uradowany.
-Że co?! -wybuchłam. Cała byłam czerwona na twarzy.
-To jest Zwierciadło Ain Eingrap. Ukazuje nam swoje najskrytsze pragnienia.-wytłumaczył mi Potter.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.. Czyli.. moim pragnieniem jest bycie z Potterem?
Jeszcze raz rzuciłam okiem na zwierciadło. Dwójka ludzi była szczęśliwa w swoim towarzystwie..
Po chwili wybiegłam, nie zwracając najmniejszej uwagi na nawoływania Pottera.
       

                                          ~~***~~~
Szkolne błonia w październiku były wspaniałe. Różnokolorowe liście powiewające na wietrze dodawały im uroku. Spacerując po nich czułam się dobrze.
Dlaczego tylko dobrze? Bo tylko tak mogę się czuć najlepiej. Lepiej się nie da, ponieważ...
Ponieważ brakuje mi Syriusza Blacka.
Jego długich, ciemnych włosów, oraz pięknych oczu.. Trzeba było przyznać, był on Bogiem Hogwartu.
Nagle usłyszałam za sobą jego głos:
-Dorocas, możemy porozmawiać?

__________________________
Taadam!  I jak się podoba? Sorki, że tak długo ale szkoła :/